fbpx

Odcinek 25: Rodzicielstwo i zarządzanie zespołem – co mają wspólnego

with Brak komentarzy

Tworzenie relacji, budowanie autorytetu, komunikacja, informacja zwrotna, okazywanie wsparcia, przywództwo. Z czym kojarzą Ci się te pojęcia?

Ja mogę wskazać przynajmniej dwie rzeczy, które przychodzą mi na myśl jako pierwsze: zarządzanie zespołem i rodzicielstwo. Wiadomo, że między tymi dwoma obszarami jest wiele różnic, ale mają pewne punkty wspólne, o których chciałabym z Tobą pomówić.

Jednym z nich (i według mnie chyba najważniejszym) jest świadomość, że i w zespole, i w rodzinie, jesteśmy grupą odmiennych osób. Mamy inne temperamenty, potrzeby i wizję świata. Kończą się również czasy, w których rodzic lub przełożeni mają władzę niepodważalną i absolutną. Jak zatem poradzić sobie z uwzględnieniem interesów wszystkich osób, tak, żeby wypracować wspólne rozwiązania? O tym więcej w tym odcinku podcastu Mama jako Trener biznesu.

Jeśli zatem chcesz posłuchać:

  • Jakie zauważam przemiany w ostatnich latach w obszarach rodzicielstwa i zarządzania zespołem?
  • Dlaczego to jest w porządku, że nie pracuję ze swoimi klonami?
  • Co robię, gdy nie podoba mi się działanie lub upodobania mojego dziecka?
  • Dlaczego uważam, że w akceptacji cudzej odmienności przydatna jest świadomość siebie i swoich emocji?
  • Czym różni się zaznaczanie granic od nadawania innym ograniczeń?

Posłuchaj tego odcinka!

Jeśli chcesz pokolorować sobie własną pozytywną sesję wzmacniającą, zapraszam Cię do zapoznania się z moim produktem. Możesz go sprawdzić na tej stronie.


Po kilku cięższych tygodniach spowodowanych moimi emocjami związanymi z sytuacją w Ukrainie, wreszcie jestem w stanie funkcjonować sprawczo i kreatywnie. Ten odcinek jest jednym z tego efektów. Jeśli natomiast chcesz posłuchać więcej o moich sposobach na radzenie sobie w kryzysie emocjonalnym, posłuchaj poprzedniego odcinka.

Odcinek 25, wersja do czytania

Halo, dzień dobry, nazywam się Joanna Pietrzak i moją supermocą jest łączenie samodzielnego macierzyństwa z pracą jako trenerka biznesu.

Witam Cię w dwudziestym piątym odcinku podcastu Mama jako trener biznesu! Znajdziesz tu informacje, w jaki sposób można pogodzić dwa tak wymagające zajęcia (a przynajmniej jak ja to robię). Pokażę Ci również, jak wiedza trenerska przydaje mi się w macierzyństwie i dlaczego to macierzyństwo mnie rozwija jako trenera.

poprzednim, dwudziestym czwartym odcinku podcastu mówiłam o moich strategiach radzenia sobie z kryzysem. Bazowałam na własnych doświadczeniach i moich reakcjach po tym, gdy dowiedziałam się, że w Ukrainie wybuchła wojna. Jeżeli sam lub sama odczuwasz negatywne skutki tej sytuacji, pamiętaj, żeby zadbać o siebie. Szczególnie, jeśli jesteś osobą angażującą się emocjonalnie, podobnie jak ja. Jeśli natomiast chcesz posłuchać o tym, jak ja sobie z tym radzę i jeszcze nie odsłuchałaś, nie odsłuchałeś poprzedniego odcinka, zapraszam Cię do jego nadrobienia.

Zarządzanie zespołem z punktu widzenia matki

Jeśli wszystko idzie zgodnie z planem, ten odcinek ukazuje się na przełomie kwietnia i maja 2022 roku. Wyszłam już z obniżonego nastroju po ostatnim miesiącu, włączył mi się tryb twórczego działania, czas zatem pomówić o czymś ciekawym. Dzisiaj proponuję Ci temat, za pośrednictwem którego wracam do korzeni podcastu Mama jako Trener biznesu, czyli łączenia macierzyństwa z pracą.

W ostatnim czasie realizuję zawodowo kilka projektów dotyczących zarządzania zespołem i budowania relacji w zespole. Jeśli ten temat Cię interesuje, w spisie źródeł znajdziesz kilka linków do moich ostatnich artykułów. Mówią one między innymi o zarządzaniu talentami, udzielaniu feedbacku czy komunikowaniu nadmiaru obowiązków.

Natomiast w tym odcinku podcastu chcę ugryźć temat zarządzania zespołem z punktu widzenia mnie jako matki. Pewnie już wiesz, że jestem mamą samodzielnie wychowującą przedszkolaka. W pracy natomiast zarządzam pracą małego zespołu trenerskiego. Z tego względu widzę, jak wiele rzeczy w zarządzaniu ludźmi i w rodzicielstwie może być do siebie podobne. Czy to z obszarze komunikacji czy ogólnego podejścia.

Prawa czy władza?

Od pewnego czasu obserwuję, że te sfery – rodzicielstwo i zarządzanie zespołem (bądź po prostu przywództwo) – przechodzą aktualnie przemianę. Podejście dyrektywne, czyli znane „zasada pierwsza szef ma zawsze rację, a jeśli nie, to patrz zasada numer jeden” odchodzi do lamusa. Podobnie ma się z popularnym porzekadłem, że „dzieci i ryby głosu nie mają”. Oba te podejścia są mocno umocowane na decyzyjności jednostki znajdującej się „wyżej w hierarchii”. Powoli jednak zmienia się to na podejście na bardziej demokratyczne.

Przemiana, którą obserwuję i której doświadczam na własnej skórze, zaczyna stawiać i rodziców, i przełożonych bardziej w roli wspierających towarzyszy niż władców. Tę przemianę widać choćby z coraz częstszej obecności sformułowania „prawa rodzicielskie” zamiast „władza rodzicielska”. Nawet nie wiem, jak u Ciebie, ale u mnie takie sformułowanie jak „władza rodzicielska” powoduje nieprzyjemny dreszcz na plecach.

Czas przemian czy moja bańka?

Mamy też to szczęście, że aktualnie jest dużo większy dostęp do wiedzy niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Są wręcz całe wydawnictwa, które zajmują się w większości treściami dla dzieci i dla rodziców. Dotyczą one wychowania opartego na relacjach, budowaniu bliskości z dzieckiem i (co też jest ważne) o dbaniu o siebie jako rodzica. Są kursy o rozwoju psychofizycznym dzieci, materiały udostępniane za darmo, są informatory o etapach rozwojowych, które opisują to, można się spodziewać i jak na to reagować. A także w jaki sposób zadbać o siebie w czasie skoków rozwojowych i zmian w dziecięcej psychice, które skutkują czasami sporymi emocjami. Sama korzystam i czerpię wiedzę z takich pozycji.

Zdaję też sobie sprawę, że nie wszędzie tak jest i te przemiany, które obserwuję, mogą być wynikiem bańki, w której siedzę, związanej z moimi przekonaniami, z algorytmem stron podpowiadanych mi przez media społecznościowe, czy z tym, że moje dziecko uczęszcza do prywatnego przedszkola, które mocno wspiera indywidualność dzieci. Niemniej jednak, sam fakt różnic w podejściu do wychowania między tym, co reprezentowało starsze pokolenie jak moja mama, mój tata (już o dziadkach nie wspominając), a tym, co reprezentuję ja, pokazuje mi, że coś jednak się dzieje. Szczególnie, że takich osób jak ja jest wiele, a przynajmniej miałam okazję ich wiele poznać.

Konwencja o Prawach Dziecka w Polsce

Dodatkowo, te przemiany są też potwierdzone przez bardziej twarde dane. Na tę okazję przygotowałam sobie konkretne fakty – w roku 1991 została w Polsce ratyfikowana Konwencja o Prawach Dziecka. To znaczy, że od tamtego czasu wychowują się dopiero dwa pokolenia. Na przykład ja i mój syn. Właśnie w latach dziewięćdziesiątych doświadczałam swojego dzieciństwa. Miałam więc okazję dorastać już w rzeczywistości, w której Konwencja o Prawach Dziecka w Polsce już obowiązywała.

Dopiero też w 2010 roku została uchwalona nowelizacja Ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, w której całkowicie zakazuje się stosowania kar cielesnych, w tym klapsów. Zauważ, że to było dopiero dwanaście lat temu, czyli jedno pokolenie ma okazję w tej rzeczywistości dorastać.

Tutaj nie mam szczegółowej wiedzy, ale z tego, co przeczytałam, wcześniej niektóre interpretacje prawne wskazywały kary cielesne, ponieważ prawa dziecka miały być realizowane z zachowaniem „władzy rodzicielskiej”. Natomiast od 2010 roku nie ma już najmniejszych wątpliwości, kary cielesne są całkowicie zabronione.

Dziecko lub pracownik jako jednostka „niżej” w hierarchii

Wcześniejszą dopuszczalność klapsów sama odczułam jako dziecko. Na szczęście w niewielkim stopniu i niezbyt boleśnie, bo moja mama była (i nadal jest) kategoryczną przeciwniczką bicia dzieci, za co do tej pory jestem jej wdzięczna. Żyję więc w bańce, w której traktuje się bicie dzieci za zachowanie niedopuszczalne. Podczas gdy jeszcze pokolenie moich rodziców dorastało w czasach traktowania kar cielesnych jako standardową (i skuteczną) metodę wychowawczą.

Podobnie ma się rzecz związana z zarządzaniem. Co prawda tutaj nie o klapsach będzie mowa, ale zaczynałam pierwszą poważniejszą pracę w 2013 roku. Pamiętam czasy, kiedy podejście do pracownika jak do wyrobnika było na porządku dziennym. Sama doświadczyłam takiego zachowania w mojej pierwszej pracy i (wstyd się przyznać), przenosiłam to dalej, dopóki nie nauczyłam się inaczej. Czuję teraz potworne zażenowanie sobą na samą myśl, co mi się zdarzało wyrabiać, ale mówię o tym dlatego, bo teraz – prawie dekadę starsza i mądrzejsza – wiem, że da się inaczej. I o tym też chcę pomówić.

Wszyscy mamy inaczej

Ok, mamy nakreślone tło, to teraz kilka słów o moich aktualnych przekonaniach. W tej chwili moim podstawowym punktem wyjścia jest założenie, że każdy i każda z nas, wszyscy mamy inaczej. To „inaczej” składa się z wielu aspektów.

  • Inny wiek,
  • inne doświadczenia,
  • inne cechy osobowości,
  • inny temperament,
  • inne wartości,
  • inna perspektywa,
  • inne talenty,
  • inne potrzeby…

Mogłabym tak wymieniać cały dzień. Mam na myśli oczywiście i osoby z mojego zespołu, i moje dziecko, jak i pozostałych ludzi, którzy mnie otaczają i pozostałych ludzi na świecie. Każdy z nas ma inaczej.

Pamiętam, że jeszcze kilka lat temu było mi ciężko zaakceptować, że ludzie w pracy nie są moimi klonami. Teraz jestem wdzięczna za to, że nimi nie są.

Fascynacja różnicami

Fascynuje mnie to, jak bardzo się między sobą różnimy. Każdy człowiek jest indywidualną istotą o własnych potrzebach, wizji i pomysłach na siebie. Niezależnie czy ten człowiek jest już duży, jak pracownicy, czy mały jak dziecko. Uważam, że szacunek do tej indywidualności jest jedną z lepszych rzeczy, którą mogą zaoferować przełożeni lub rodzice.

Mogę szczerze przyznać, że jestem autentycznie ciekawa tego, jaki jest mój syn, co go interesuje, co lubi i jakie ma potrzeby. Podobnie jest z moim zespołem. Odkąd zamiast wydawać polecenia, zaczęłam zadawać pytania, okazało się, że kreatywność, pomysłowość i zaangażowanie wzrosło. Momentami nawet zaczęło mnie zadziwiać.

Co zabawne, nawet dzisiaj podczas naszej codziennej zespołowej sesji wzmacniającej, podczas której przywołujemy nasze zapisy z list pozytywnych, został wywołany numerek, pod którym mam zapisane, że odkąd otworzyłam się na mniej autorytarne podejście w zarządzaniu zespołem, zaczęłam dostrzegać i odczuwać, jak wielkim źródłem inspiracji i wsparcia są Trenerki z mojego zespołu.

Zmiany na drodze do większej akceptacji

To nie oznacza jednak, że ta zmiana przyszła mi łatwo. Wspomniałam Ci, jak zachowywałam się na początku i z czego to wynikało. Zmiana podejścia z dyrektywnego i rozkazującego na zadawanie pytań wymagała u mnie sporo ćwiczeń i ten proces nadal trwa. Najbardziej obawiałam się, że mogę nie zaakceptować pewnych różnic, które są między nami. W przypadku mojego zespołu, moją największą bolączką była wydajność i utrzymanie wysokiego tempa. Teraz już wiem, że ja akurat mam pewne predyspozycje, które sprawiają, że jestem efektywna „operacyjnie”, natomiast inni wcale nie muszą ich posiadać. Mają za to inne cudowne cechy, które doskonale uzupełniają moje braki, na przykład dużo lepiej ode mnie nawiązują relacje.

Podobnie mam z moim synem. Na razie obserwuję jego działania i próbuję oszacować, co go interesuje. I chociaż jest dopiero przedszkolakiem, już teraz po sobie widzę, że nie wszystko mi się podoba. Staram się jednak wyjść jakoś ponad swoje blokady w głowie i zastanowić się, co mi przeszkadza. Jeśli moja głowa podpowiada mi „to jest głupie”, to zagryzam zęby i odpuszczam. Jeśli moja głowa podpowiada mi „to jest niebezpieczne lub szkodliwe”, wtedy się zastanawiam, co z tym zrobić i czy na pewno stoi za tym realne niebezpieczeństwo, czy jakieś moje blokady i przekonania. Przy czym to niebezpieczeństwo lub szkodliwość dotyczy rzeczy, które nie zagrażają bezpośrednio życiu lub zdrowiu. Moje dziecko wie, że jeśli chodzi o jego bezpieczeństwo, nie dopuszczam dyskusji, tylko wracam do starych przyzwyczajeń.

Świadomość siebie, własnych emocji i granic

W obu przypadkach – i w zarządzaniu zespołem i rodzicielstwie – rozwiązaniem okazała się praca nad sobą, a konkretniej: nad świadomością siebie. Jeżeli spotykam się z jakąś sytuacją, w której pojawiają się u mnie emocje, to zwykle oznacza, że coś tam w tej głowie się dzieje. Jeśli to jest złość, rozdrażnienie, smutek albo podobne nuty, jest duże prawdopodobieństwo, że dana sytuacja dotyka wewnętrznych granic czy przekonań.

O ile mamy święte prawo oczekiwać, że nasze granice będą respektowane, to warto czasem im się przyglądać.

  • Czy na pewno są one w miejscu, w którym chcemy, żeby były?
  • I czy przypadkiem nie dajemy innym ograniczeń wynikających z naszych przekonań, które kiedyś zostały nam wpojone?

Różnica między granicami i ograniczeniami

Różnice między okazywaniem swoich granic i nadawaniem ograniczeń świetnie tłumaczy Jesper Juul w książce „Twoje kompetentne dziecko” (Juul, 2011). Korzystam z tej książki również w kontekście zaufania w delegowaniu zadań. Jest tam kilka wskazówek, które pobudzają do refleksji.

Teraz podam Ci przykład między ograniczeniami i granicami osobistymi:

Mój syn ma pełne przyzwolenie na malowanie po ścianie w przedpokoju i w kuchni. To jest jego tablica. Nie toleruję jednak malowania i ścian w pokojach. Drażni mnie to, bo po prostu lubię ich niczym niezmąconą całość. Zatem moją granicą jest malowanie po ścianach w pokoju. Nie lubię tego, nie mam na to ochoty i dlatego na to nie pozwalam. To jest moja granica i ja jestem w jej centrum.

Gdybym jednak uczyła mojego syna, że „po ścianach się nie maluje”, to byłoby to stawianie mu ograniczenia wynikającego z jakiejś zasady czy przekonania, które zostały mi wpojone. W końcu jest dla mnie OK, żeby malował po ścianie w kuchni. To moja ściana, w moim domu, ja nią zarządzam i mnie nie przeszkadza, że jest pomalowana.

Natomiast sytuacja się zmienia, gdy jesteśmy w domu u kogoś innego. Tam przyzwolenie na malowanie ściany w kuchni nie obowiązuje. Na przykład u babci po ścianach się nie maluje, bo babcia tego nie lubi – to jest zaznaczenie granicy babci. Babcia nie toleruje malowania po ścianach, więc należy to uszanować jako jej granicę. U nas natomiast na ścianie w kuchni malować można.

Precyzyjne granice zamiast poleceń

Takie precyzyjne (na ile to jest możliwe) zaznaczanie granic i sugerowanie potrzeb zamiast wydawania poleceń jest świetne również w zespole, który chcemy budować na wzajemnym szacunku i zaufaniu. U nas to się bardzo dobrze sprawdza, ale też trzeba wziąć pod uwagę, że to jest rzecz, którą się wypracowuje z czasem i jeżeli wszyscy tego chcą.

Dajmy na to, że dostałam polecenie wykonania czegoś do piątku. Wiem, że potrzebuję do tego czegoś od mojego zespołu i to najpóźniej do czwartku, żebym mogła się przygotować na piątek. Mogłabym wydać polecenie „zrób mi to i wyślij w środę po południu, najpóźniej w czwartek rano”. Ale można też powiedzieć „Mam wykonać to najpóźniej do piątku. Potrzebuję od Ciebie to i to, a później muszę mieć jeszcze jeden dzień, żeby to opracować. Kiedy możesz mi to wysłać, żebym zdążyła na czas?”. Jeżeli wzajemny szacunek i troska o siebie nawzajem jest w zespole normą, prawdopodobnie dostanę to dużo wcześniej, niż jest mi potrzebne. Bo ludzie nie chcą, żebym pracowała pod presją czasu. Czyli wykonają ten wysiłek, oczywiście w ramach własnych możliwości, żebym mogła też poczuć się komfortowo. I to jest fantastyczne.

Rola rodziców i liderów

To jest ważne, bo pracownicy czy członkowie naszego zespołu nie są tylko narzędziami do realizacji celów, tak jak dzieci nie są narzędziami do realizowania naszej wizji wszechświata. Jest dokładnie odwrotnie. To naszym zadaniem, jako przełożonych i naszym zadaniem jako rodziców jest wspieranie naszych zespołów i dzieci w odkrywaniu ich talentów i ich potencjału. I co zabawne, to wcale nie wyklucza też naszych celów indywidualnych. Być może mogą zostać troszeczkę przeformułowane. Z drugiej strony, nawet nasze cele indywidualne mogą zostać zrealizowane na różne sposoby. Jest wiele dróg do ich osiągnięcia. I to niekoniecznie ta, którą my byśmy wybrali jest lepsza od innych. Możliwe też, że nie jest gorsza od innych. Po prostu jest jedną z wielu różnych interesujących możliwości.

Wydaje mi się, że na takim zaproszeniu do refleksji dzisiaj zakończę, ale coś czuję w kościach, że kolejne odcinki też będę nagrywać w tym temacie. Dzisiaj było bardziej refleksyjnie, żeby pokazać Ci, jak fajna jest ta indywidualność i jak ją można wykorzystać w zarządzaniu zespołem i w rodzicielstwie. Oczywiście, mając szacunek do własnych granic. Wydaje mi się, że to taki fajny pierwszy krok do rozpoczęcia rzetelnej, jasnej i szczerej komunikacji między ludźmi – w zespole czy z własnymi dziećmi.

Mam plan w kolejnych odcinkach zawrzeć jeszcze więcej wiedzy dotyczącej zarządzania i połączenia go z rodzicielstwem. Przygotowałam już notatki, więc mam nadzieję, że kolejne odcinki będą dla Ciebie interesujące. No i mam nadzieję, że ten również był dla Ciebie pomocny.


Pozytywne podsumowanie 2021

To tyle na dziś. Jeśli natomiast masz ochotę pokolorować sobie samodzielną sesję wspierającą (o jakiej wspominałam podczas tego odcinka, zerknij na moje Pozytywne podsumowanie 2021 roku i pobierz próbkę, zapisując się na newsletter. Oprócz próbki Podsumowania, otrzymasz też dostęp do grafik, zagadek i rebusów, które nawiązują do innych odcinków podcastu. Noszą wspólną nazwę Zagadek o biznesie do kolorowania. Możesz z nich skorzystać na przykład do kreatywnego odpoczynku (ja tak najczęściej robię) lub pomalować razem z dzieckiem.

Kontakt

Jeżeli to, o czym mówiłam, było dla Ciebie pomocne lub spodobało Ci się, zasubskrybuj ten kanał, możesz mnie też znaleźć na Facebooku Od zera do Trenera i Instagramie @mamajakotrenerbiznesu. Tam informuję o każdym kolejnym odcinku, o artykułach i innych treściach, a ostatnio prowadzę tam cykl pozytywnych czwartków z pytaniami wzmacniającymi.

Podcast jest dostępny również na YouTubie oraz w większości popularnych aplikacji podcastowych.

Zapraszam Cię też na stronę odzeradotrenera.pl/odcinek025, gdzie znajdziesz wygodną formę do czytania oraz odnośniki do wszystkich źródeł, do wspomnianych przeze mnie treści i moich artykułów, z których możesz dowiedzieć się ciekawych informacji o nauczaniu dorosłych, o pracy w zespole i macierzyństwie, docenianiu siebie, a przede wszystkim, co zawsze podkreślam: o ważnej roli miśków mojego syna w procesie przygotowywania się do szkoleń.

Ten podcast specjalnie dla Ciebie prowadziłam ja, znaczy się Joanna Pietrzak, dziękuję Ci bardzo za wysłuchanie go i do następnego! Pa!

Zapis na newsletter może być pożyteczny, bo jednym z celów projektu Od zera do Trenera, którego część stanowi ten podcast, jest stworzenie materiałów szkoleniowych dla rodziców opiekujących się dziećmi lub osób, które mają po prostu mało czasu. Chcę połączyć szkolenia biznesowe i rozwojowe z kolorowankami i wierszykami. Po zapisie otrzymasz dostęp do Zagadek o biznesie do kolorowania. Dodatkowo, za pośrednictwem newslettera udostępniam próbki mojego produktu i dodatkowe informacje zza kulis. Jeśli nie chcesz, żeby to Cię ominęło, zapisz się na listę. Link zostawię Ci w opisie. I nie obawiaj się, że zaleję Cię spamem. Przez pierwsze kilka dni dostaniesz maile wprowadzające, ale później będziesz już otrzymywać standardowego maila co około dwa-trzy tygodnie z dodatkowymi informacjami i podsumowaniami, co ostatnio się wydarzyło i do czego warto zajrzeć.

Odnośniki do treści wymienionych w tym odcinku:

Juul, Jesper (2011), „Twoje kompetentne dziecko. Dlaczego powinniśmy traktować dzieci poważniej?”, przeł. Beata Hellmann i Barbara Baczyńska, Wydawnictwo MiND.

O liście wzmacniającej mówię w:

Warto dodatkowo zajrzeć:

Moja artykuły dla RocketJobs.pl 🚀

Jak pogodzić pracę z macierzyństwem?

Prokrastynacja – co to jest i jak ją pokonać? 3 skuteczne sposoby walki z odkładaniem na później

Skuteczny feedback – informacja zwrotna jako element komunikacji służbowej

Nadmiar obowiązków w pracy – jak o tym rozmawiać z szefem?

Dlaczego warto budować różnorodne zespoły w pracy? Zarządzanie oparte na talentach

Zarządzanie zespołem jako sztuka elastyczności Indywidualne podejście do pracowników na bazie przywództwa sytuacyjnego


Media Społecznościowe

Facebook: http://bit.ly/3mDaWlo

Instagram: https://bit.ly/3p8gXrV

YouTube: https://bit.ly/35kjqLp


Tego podcastu możesz posłuchać:

Empik Go: https://bit.ly/3h75GHH

Spreaker: https://bit.ly/3atOHvU

Stitcher: https://bit.ly/3h53373

Spotify: https://spoti.fi/37zyD9X

Youtube: https://bit.ly/3p0LFTY

Podcast Addict: https://bit.ly/2PY0kn2

Podchaser: https://bit.ly/3f2Wt0i


Treści dostępne na blogu i w podcaście są prezentacją opinii, poglądów, wiedzy oraz doświadczenia autorki, ale nie stanowią formy indywidualnego poradnictwa. Przed podjęciem decyzji w istotnej dla siebie sprawie, zawsze zasięgaj indywidualnej porady specjalisty.

Jeśli spodobała Ci się treść, podaj dalej:

Zostaw Komentarz