Odcinek 07 – Jak sobie radzić z hejtem w Internecie

with Brak komentarzy

Przez ostatnie kilka miesięcy jestem coraz częściej widoczna w mediach społecznościowych. Czasem napiszę jakiś post, częściej dodam komentarz, jeszcze częściej kliknę w jakąś „reakcję”.

W tym czasie coraz mocniej uświadamiam sobie, czemu kilka lat temu znikłam całkiem z mediów społecznościowych. Nie byłam tam tak długo, aż zapomniałam hasła do swojego konta na Facebooku.

Po tej długiej nieobecności, wróciłam ze względu na kilka moich projektów. Obserwuję zatem sporo grup i forów, również takich dla matek czy rodziców i gdy czytam niektóre wątki, otwierają mi się szeroko oczy, jak łatwo jest wydać opinię należącą do tych „poniżej pasa”. Czasem aż boję się sama odezwać.

Dlatego ten odcinek poświęcam pewnej metodzie, którą stosuję, a która pomaga mi zdystansować się od krytycznych opinii w Internecie.

Metoda jest oparta na założeniach „Porozumienia Bez Przemocy” oraz zasadzie tłumaczenia swobodnego z „Rodzicielstwa przez zabawę„.

Zapraszam do wysłuchania!


Gdy już wysłuchasz tego odcinka, zapraszam cię do poprzedniego, w którym poruszam temat zabawy – jak ją postrzegają rodzice, jak dzieci i czemu pudło jest lepsze od prezentu, który był w środku.

Wersja do czytania

Halo, halo, dzień dobry, nazywam się Joanna Pietrzak i witam Cię w siódmym odcinku podcastu Mama jako trener biznesu, w którym opowiadam o łączeniu roli matki z zawodem trenera. Znajdziesz tutaj informacje, w jaki sposób można pogodzić dwa tak wymagające zajęcia (a przynajmniej jak ja to robię).

Pokażę Ci również, jak wiedza trenerska przydaje mi się w macierzyństwie i dlaczego to macierzyństwo mnie rozwija jako trenera.

W poprzednim, szóstym odcinku podcastu mówiłam o zabawie oraz jej ogromnej roli w życiu dzieci i rodziców. Opisałam w nim słownikową definicję zabawy oraz wyjaśniłam na tej podstawie, czym się różni postrzeganie zabawy przez dorosłych i przez dzieci. Wspominam w nim krótko o terapeutycznej roli zabawy oraz odpowiadam na pytanie dręczące wielu dorosłych – dlaczego opakowanie budzi więcej ekscytacji niż sam prezent? Jeśli zatem nie miałaś czy nie miałeś okazji wysłuchać jeszcze poprzedniego odcinka, zapraszam Cię do nadrobienia.

Co to jest Porozumienie Bez Przemocy?

Dzisiaj chcę poruszyć zupełnie inny i to wcale nie zabawny temat. Zainspirowało mnie do tego kilka rzeczy. Pierwszą z tych rzeczy był webinar, w którym brałam udział około tydzień temu i dotyczył on udzielania informacji zwrotnej, zgodnej z nurtem Nonviolence Communication czyli po naszemu – z nurtem Porozumienia Bez Przemocy. W skrócie jest on określany jako NVC lub PBP w zależności, którą wersję językową wybierzemy.

Tak bardzo ogólnie, ja rozumiem Porozumienie bez Przemocy jako założenie całkowitego usunięcia przemocy z komunikacji, poprzez bardzo silną empatię w podejściu do innego człowieka, przy jednoczesnym podkreślaniu własnych emocji i potrzeb.

Dobra, a teraz prościej:

Jeśli mam to opisać najprościej jak się da, to PBP zakłada naszą chęć zrozumienia drugiej strony w taki sposób, jakbyśmy to my byli po tej drugiej stronie. Jednocześnie, daje nam prawo do oczekiwania, że druga strona zechce nas zrozumieć dokładnie w taki sam sposób. Jeszcze prościej: chcemy całkowicie zrozumieć innych i chcemy, żeby nas całkowicie zrozumiano.

Gdzie jest widoczne PBP?

Takie podejście nie jest niczym nowym, ale coraz częściej jest widoczne w wielu obszarach. Jednymi z nich są obszary biznesowe i okołobiznesowe, oczywiście w kontekście komunikacji między ludźmi. Bardzo często elementy PBP są widoczne w różnych metodach kontaktu między sprzedawcą a klientem czy na przykład między operatorem infolinii do spraw skarg i zażaleń i klientem. Jakkolwiek niektórym może się to wydawać dziwne, bardzo jasno widzę elementy PBP w profesjonalnej windykacji zadłużeń, gdzie podejście do dłużnika jako człowieka jest dużo bardziej empatyczne niż na przykład trzydzieści lat temu.

O ile jednak w relacji pracownik-klient, czy usługodawca-klient (tak jak w przypadku sprzedaży, obsługi reklamacji czy windykacji), nurt porozumienia bez przemocy nie jest jeszcze tak mocno spopularyzowany (szczególnie w skostniałych instytucjach, które mogą się pochwalić mentalnością sprzed dziesięcioleci), tak coraz częściej obserwuję model PBP w relacji pracodawca-pracownik, szczególnie w firmach, które bardzo dbają o swój wizerunek jako pracodawcy.

Jasne, powiedzmy sobie szczerze, że PBP czasem jest wyłącznie na papierze albo zawiera się w sztucznych gestach, albo jest stosowane na wyrywki, jak komu wygodniej, a rzeczywistość pozostaje taka, jaka była. Coraz częściej jednak, ludzie widzą, że komfortowe warunki pracy, również z punktu widzenia traktowania pracownika przez pracodawcę lub przez jego przełożonych, dają bardziej długotrwałe efekty niż stanie nad pracownikami z batem i poganianie ich do pracy.

Tych efektów jest wiele. Jednym z nich może być wzmaganie poczucia lojalności u pracowników i przez to zwiększanie ich komfortu pracy, co może dać efekt w niskiej rotacji i poleceniach innych pracowników do pracy, co znacznie może ograniczyć koszty rekrutacji. A mówiąc normalnie – jeśli dobrze traktujesz pracowników, to nie odchodzą z pracy, a jak już odchodzą, to z innych przyczyn i wtedy chętnie Ci polecą kogoś na swoje miejsce. Więc skoro masz osobę gotową do pracy, to nie płacisz za ogłoszenia, nie tracisz czasu na rozmowy i przede wszystkim: nie tracisz pieniędzy przez brak pracownika.

Ja również, z punktu widzenia osoby zarządzającej zespołem, widzę różnicę pomiędzy zespołem, w którym jest podejście relacyjne, budujące lojalność, a zespołem, w którym takiego podejścia nie ma.

PBP i poradniki dla rodziców

Żeby jednak nie wchodzić za bardzo w sferę biznesową, bo to zupełnie inny temat, nurt PBP jest mi świetnie znany z mniej biznesowego obszaru, a mianowicie – z poradników dla rodziców. Chwaliłam się już zapewne, że w ciąży pochłaniałam je na kilogramy, a po urodzeniu syna wcale mi się nie poprawiło. A że mój syn był typowym noworodkiem (to znaczy wył jak syrena strażacka, ilekroć tylko oddalał się ode mnie na więcej niż pięć centymetrów), to czytałam bardzo dużo.

Nie mam zielonego pojęcia, jak matki radziły sobie kiedyś bez czytników e-booków i Internetu. Szczerze podziwiam. Ja podczas wielogodzinnych sesji funkcjonowania jako materac dla dziecka czytałam lub odpowiadałam na maile czy SMSy z pracy.

W każdym razie, to czytanie poradników dla rodziców było dla mnie jednym z pierwszych kroków do radykalnej zmiany własnego podejścia do komunikacji. I to nie tylko do komunikacji na linii ja-dziecko, ale ogólnie do komunikacji. Nie bez przyczyny, na początku podcastu powtarzam, że macierzyństwo mnie rozwija jako trenera. Wiele technik komunikacyjnych czerpię z poradników dla rodziców.

Przyznaję się otwarcie – jeśli chodzi o komunikację, w większości miałam nie najlepsze wzorce, z kilkoma wspaniałymi wyjątkami. Jednak zamiast za tymi wyjątkami, podążałam raczej za wpojonym mi standardem. Przykładowo, jednym z często stosowanych przeze mnie zabiegów były tzw. „ciche dni”. W tej chwili wiem, że jest to zaprzeczenie jakiejkolwiek komunikacji i prowadzi donikąd. Kolejnym typem toksycznej komunikacji, który miałam wpojony, było stosowanie szantażu emocjonalnego, na który teraz mam alergię.  A tak przy okazji: o sposobach na radzenie sobie z szantażem emocjonalnym mówiłam w odcinku piątym o asertywności. Gwarantuję – jestem specjalistką.

Oba te zabiegi, czyli ciche dni i szantaż emocjonalny, są całkowitym zaprzeczeniem PBP, w którym po pierwsze – podstawą jest jasna i dokładna komunikacja, czyli zaprzeczenie „cichych dni, o których mówiłam oraz wzajemny szacunek i zrozumienie, którego za grosz nie ma w szantażu emocjonalnym.

Oprócz poradników dla rodziców, widzę elementy PBP i podobnych nurtów na przykład w tematyce asertywności, gdzie ważna jest świadomość własnych granic, ale i szacunek do tych cudzych granic. Więcej o tym mówiłam w piątym odcinku podcastu o asertywności. Jeśli ciekawi Cię ten temat, zachęcam Cię do powrócenia do niego w tym dokładnie kontekście.

Zderzenie z rzeczywistością

I teraz wyobraźcie sobie:

  • Siedzę w książkach dotyczących PBP. Czy to poradnikach trenerskich, czy dla rodziców, to nie ma znaczenia.
  • Należę do grup trenerskich, w których podkreśla się zgodę z samym sobą i pracę na wartościach podczas szkoleń.
  • Uczestniczę w szkoleniach na ten temat.
  • Obserwuję dyskusje biznesowe, które bazują na misji i wartościach w postaci szacunku oraz jasnej komunikacji.
  • Przesiąkam tą całą ideologią szacunku wobec drugiej strony, który, można tak powiedzieć, jest coraz bardziej modny.

A później przechodzę do sekcji komentarzy albo dyskusji w mediach społecznościowych i… cóż. Dostaję wiadro zimnej wody na głowę, a później jeszcze tym wiadrem obrywam. A miało być tak pięknie…

Jeszcze jeśli temat bezpośrednio mnie nie dotyczy, to w porządku, bo go zwykle omijam i szukam dalej, jeśli poszukuję czegoś konkretnego. Gorzej, jeśli jednak dotyczy mnie bezpośrednio lub jest skierowany na obszar, gdzie mam jasno określone stanowisko. I to określenie, że dyskusja dotyczy mnie bezpośrednio jest sporym uogólnieniem, bo raczej ludzie w mediach społecznościowych nie piszą, że ta Aśka Pietrzak to się chyba ze ślimakiem na mózgi pozamieniała, bo nie jestem na tyle rozpoznawalna, żeby tak o mnie pisano. Chodzi bardziej o temat, który mnie bezpośrednio dotyka. Jeśli przeczytam, że ludzie z nazwiskiem na „P” to bezmózgi, to mogę czuć się urażona, ponieważ moje nazwisko zaczyna się na „P”, a nie czuję się bezmózgiem. A skoro czuję się urażona, to bardzo łatwo o emocje, a stąd już blisko do reakcji, że ludzie z nazwiskiem na „Z” to, nie wiem, paskudne parszywce i w ogóle weź się ode mnie odczep, człowieku. A dalej to już pójdzie samo.

Ponieważ jednak, z przyczyn zawodowych, śledzę i obserwuję media społecznościowe w miarę regularnie, staram się wykształcić w sobie mechanizmy obronne na takie okoliczności. Nie chcę mieszać się w tego typu konflikty. I podkreślam, że brak tej chęci, w moim przypadku, absolutnie nie wynika z poczucia jakiejś wyższej świadomości czy z wysokich poziomów poznawczych, jak to jest określane w niektórych książkach. Nie wynika to też z żadnych pobudek religijnych czy wysoko rozwiniętej empatii. Ja po prostu nie mam ani czasu, ani chęci drzeć kotów z ludźmi z Internetu. Nie mam też ochoty denerwować się przez tego typu opinie skierowane gdzieś w przestrzeń. Jak więc to zrobić?

Jak sobie z tym radzę?

W takich sytuacjach widzę potencjał tego, o czym mówiłam wcześniej, czyli zasad Porozumienia bez Przemocy. Tak jak wspominałam, jednym z jego założeń tego nurtu jest chęć całkowitego zrozumienia drugiej strony. Uzupełniam to o wskazówkę, którą przeczytałam, jakżeby inaczej, w jednej z książek o psychologii dzieci. Jej tytuł to „Playfull parenting„, w polskiej wersji przetłumaczone jako Rodzicielstwo przez zabawę.

Ta wskazówka brzmiała mniej więcej tak, żeby wziąć dowolny komunikat, który budzi w nas złość, frustrację czy nas niepokoi w jakikolwiek inny sposób i przetłumaczyć go na coś, co możemy tolerować. Dodając do tego podejście empatyczne i faktyczną chęć zrozumienia drugiej strony, możemy dojść do takiego tłumaczenia tego komunikatu, które ostudzi naszą wściekłość, a wzbudzi współczucie.

Dość teorii, czas na przykłady!

Teraz, żeby wytłumaczyć Ci dokładnie, jak ja to robię, pokażę Ci kilka przykładów tłumaczeń dla bardzo skrajnych wypowiedzi z grup lub forów dla matek, bo tam tego widzę mnóstwo. Tylko najpierw chcę zastrzec dwie rzeczy, zanim to zrobię.

  • Po pierwsze – wypowiedzi nie są wycięte z tych grup, ale są oparte na autentycznych wypowiedziach, na które trafiłam w przeciągu ostatnich… dwóch dni. W pierwszym wariancie tego podcastu chciałam użyć faktycznych wypowiedzi, ale nie chcę nikogo wywoływać do tablicy, bo to nie o to chodzi. Chcę Ci tylko pokazać mechanizm, który stosuję.
  • Po drugie – takie tłumaczenie nie musi być na sto procent zgodne z prawdą. Chodzi o to, żeby spróbować spojrzeć na taką wypowiedź pod innym katem, dostrzec drugie dno takiej wypowiedzi i uruchomić swoją empatię, a dzięki temu zastąpić wściekłość innymi emocjami. Gotowi? No to do dzieła.

Przykład pierwszy:

Masz tylko jedno dziecko i jeszcze narzekasz!? Ja mam trójkę, jestem sama, bo mąż pracuje za granicą, nikt mi nie pomaga, a jeszcze pracuję i przecież muszę ogarnąć dom. I nikt się nade mną nie lituje!

Ja w takim komunikacie widzę złość i mnóstwo pretensji wobec otoczenia. Widzę też bardzo silną potrzebę docenienia własnej pracy.

Moje tłumaczenie tej wypowiedzi może brzmieć:

Mam trójkę dzieci, pracę i dom do ogarnięcia. Jestem bardzo zmęczona i sfrustrowana, szczególnie, że siedzę w tym sama, bo mąż pracuje za granicą, a moja rodzina mieszka daleko. Dopiero teraz doceniam ten czas, kiedy miałam tylko jedno dziecko, więc bardzo Ci zazdroszczę, że jesteś na tym etapie, bo widzę, że wtedy było mi dużo łatwiej niż teraz. Chciałabym, żeby ktoś docenił mój wysiłek, może poczułabym się wtedy chociaż trochę lepiej.

I w tym tłumaczeniu mogę mijać się z prawdą. Obstawiam też, że gdybym odpisała coś takiego w odpowiedzi na taki komentarz, mogłabym nawet oberwać od autorki, że wymyślam bzdury. W końcu nic dziwnego, bo jestem matką jedynaka, więc mam czas na takie pierdoły. Jednak, dzięki temu, że przetłumaczyłam to w taki sposób (a przypuszczam, że w wielu aspektach się nie mylę), to moje emocje już nie są tak silne, bo dostroiłam je do innego komunikatu, który zamiast wściekłości, budzi moje współczucie, bo tej kobiecie jest zwyczajnie ciężko. Już nie widzę atakującej mnie wrednej baby, tylko zmęczoną i sfrustrowaną kobietę, która krzyczy „doceń mnie!” i choćbym chciała, nie umiem już się na nią wściekać.

OK, tego typu zachowanie nie jest w porządku, a podobne osobiste docinki są paskudne. Nie bronię takiego zachowania. Chcę Ci pokazać sposób, w jaki to ja dbam o swoje nerwy, podczas szukania informacji w Internecie.

Jedynymi osobami, które mają władzę nad tym, żeby takie komentarze nie pojawiały się w mediach społecznościowych są właściciele tych mediów. I musieliby te media skasować, a na to nie ma co liczyć. Więc skoro takie komentarze czy chcemy, czy nie chcemy, pojawiają się w Internecie, dobrze jest zastanowić się, jak możemy sobie z nimi poradzić, żeby tej machiny dodatkowo nie napędzać.

Poza tym, jak wspomniałam – nie pochwalam takiego zachowania, ale tak z ręką na sercu – komu z nas nie zdarzyło się kiedyś na kogoś warknąć albo krzyknąć w emocjach? Nawet jeśli ta osoba jest całkiem niewinna. Bo mnie się zdarzyło i to wiele razy. Jestem furiatką, choleryczką – pracuję nad tym.  Poza tym, niektórzy przenoszą swoje frustracje do Internetu, na obcych sobie ludzi. Dlaczego tak robią? Może dlatego, bo są im oni obojętni i nie boją się skrzywdzić obcych sobie ludzi? Albo nie widzą nic złego w swoim zachowaniu? Nie mnie oceniać.

Dobra, kolejny komentarz.

Jeśli jest Ci tak źle z trójką, to trzeba było pomyśleć, zanim się narobiło tyle dzieci, a nie teraz narzekać.

Tutaj miałam małą zagwozdkę, bo tłumaczeń takiej wypowiedzi może być mnóstwo. Ja pójdę chyba w kierunku bardzo silnego przekonania o konieczności planowania każdego ruchu i przewidywania wszystkich decyzji w życiu. Proponuję zatem następujące tłumaczenie:

Mam zwyczaj, że analizuję wszystkie za i przeciw przed podjęciem każdej decyzji. Robię tak, ponieważ mam bardo silne poczucie odpowiedzialności za ich rezultaty. Na podstawie Twojego opisu widzę same niesprzyjające okoliczności – mąż jest za granicą, najwyraźniej nie masz nikogo bliskiego w okolicy, pracujesz. Dlatego trudno mi zrozumieć decyzję o powiększeniu rodziny, którą podjęłaś. Nie rozumiem też Twojego braku akceptacji dla rezultatu, który, według mnie, był do przewidzenia.

Poprzez takie tłumaczenie, bezpośredni atak i otwarta pogarda zmienia się jedynie w brak zrozumienia. Tutaj chcę od razu zaznaczyć, że jednym z założeń PBP jest jedynie (i aż) ZROZUMIENIE wzajemne obu stron, co niekoniecznie musi prowadzić do całkowitej akceptacji cudzych poglądów. To znaczy, że możemy różnić się poglądami, ale nawzajem to szanujemy.

„Ja wolę wiosnę, a Ty wolisz zimę i nie rozumiem tego, ale to jest dla mnie OK”

zamiast

„Zima jest beznadziejna, nie znasz się, wiosna jest lepsza”.

Chcę też podkreślić, że zaproponowane przeze mnie „tłumaczenie” jest tylko jedną z możliwości. Taka zmiana komunikatu w moim przypadku spełnia swoją rolę. O ile ktoś mnie nie obraża albo nie wymusza na mnie zmiany poglądów, to zwykle jestem w stanie zaakceptować brak zrozumienia dla mojego podejścia do mojego życia. Mówię tutaj, „zwykle jestem w stanie zaakceptować”, bo też jestem człowiekiem, też mam swoje gorsze chwile i bardzo łatwo jest mnie wtedy sprowokować.

Tobie natomiast ten typ komunikatu może nie odpowiadać, ale możesz znaleźć inny, który wyciszy Twoje emocje.

Kolejnym przykładem, również wziętym z grup dla matek jest:

Takim to dobrze, siedzą na tyłku z dzieckiem, są na utrzymaniu męża, nic nie robią, a ja im jeszcze płacę za to siedzenie ze swojej pensji. Wzięłyby się takie do roboty zamiast ciągnąć od innych. Ja jestem sama i mam dziecko, więc wiem, że się da!

Pragnę tutaj uspokoić wszystkich zaniepokojonych, że należę do grupy matek, które same sobie zarobiły na urlop macierzyński z własnych składek i pracowały niemal do końca ciąży, jak również szybko wróciły do pracy. Mimo to, zdarza mi się, że jestem traktowana jak darmozjad, żyjący za cudze pieniądze tylko i wyłącznie z powodu, że mam małe dziecko. Jest to strasznie przykre i krzywdzące generalizowanie.

Już abstrahując od tego, że według mnie, wychowanie dziecka jest bardzo odpowiedzialną pracą i inwestycją w stan przyszłych pokoleń. Ale to tylko moje zdanie.

W każdym razie, wróćmy do komunikatu. Ja osobiście staram się w nim widzieć frustrację nie z powodu matek czy urlopów rodzicielskich albo zasiłków, ale z powodu utraty dużej części zarobków na składki i podatek, które można by przeznaczyć na inne potrzeby.

Zastanawiam się więc, jak mogę to dla siebie przetłumaczyć, żeby zamiast złości za oskarżanie o bycie darmozjadem, poczuć współczucie.

I tutaj będzie sporo naginania rzeczywistości, więc uwaga:

Pracuję za grosze, a mam dziecko na utrzymaniu. Pracuję legalnie, więc zabierają mi jedną trzecią pensji. Mimo to, mam za wysokie dochody, żeby otrzymać zasiłek lub jakąkolwiek inną pomoc. Chętnie bym została z dzieckiem, ale nie mogę sobie na to pozwolić, bo ledwo wiążę koniec z końcem i strasznie mnie irytuje, gdy ktoś ma taką możliwość, a jeszcze narzeka.

Widzicie? Dopisałam sobie sporą historię, ale jest ona na tyle prawdopodobna, że mogłaby się kryć pod powyższym komunikatem.

Następny jest jeden z moich ulubionych komunikatów

Coś wulgarnego, ale nie będę teraz używać wulgarnych słów, coś w stylu:

Jesteś brzydka i beznadziejna!

lub

Jesteś brzydki i beznadziejny!

Chętnie to sobie tłumaczę jako:

Czuję ogromną frustrację, więc szukam zaczepki, żeby się wyładować, bo inaczej nie umiem sobie z tym poradzić.

Jak widzisz, dopisuję sobie do każdego komentarza historię, która może kryć się za taką nieprzyjemną wypowiedzią. Oczywiście, nie mam pewności, że trafiam, ale tak jak wspominałam – to nie o to chodzi. Moim celem jest zamiana złości na współczucie, dzięki któremu chronię swoje nerwy.

Jak tak się zastanowić, to jest to mocno egoistyczne zachowanie, gdzie zasłaniam się empatycznym zrozumieniem… Ale zawsze jest to jakiś pierwszy krok do zastosowania tych mechanizmów. Bo Porozumienie Bez Przemocy, jak sama nazwa wskazuje, polega na komunikacji. Czyli zamiast snuć domysły, powinnam się dowiedzieć od tych ludzi, co tak naprawdę ich gryzie, że tak reagują i dzięki komunikacji i pytaniom, dojść do etapu, w którym obie strony się zrozumieją i zaakceptują różnice, które nas dzielą.

Tylko bądźmy realistami: jeżeli miałabym to wyjaśniać z każdą osobą, która pisze krytyczne komentarze w Internecie, to już nic nie mogłabym robić w życiu, tylko rozmawiać z ludźmi i robić za psychologa. Nie robię tego jednak, bo moją misją nie jest naprawianie świata czy poprawa komunikacji między użytkownikami mediów społecznościowych (co jest równie niemożliwe).

Moją misją jest zadbanie o względny komfort psychiczny mój i mojego otoczenia. Robię to poprzez bardziej jakościową komunikację i empatyczne podejście, jak również przez wsparcie w budowaniu mechanizmów obronnych na mniej jakościową komunikację i mało empatyczne podejście, które często w życiu nas spotyka.

Założenia komunikacji bez przemocy zostawiam sobie na najbliższe otoczenie, czyli na moją rodzinę i moich najbliższych współpracowników, ewentualnie na osoby, które szkolę. Tam moja ciekawość jest na tyle duża, że jeśli wysyłają do mnie nieciekawy komunikat, to dopytuję, o co chodzi. Może mają gorszy dzień? Jak mogę im pomóc?

Natomiast, jeśli chodzi o przypadkowych ludzi z Internetu, moja empatia już tam nie sięga, dochodzę tylko do etapu dbania o własne nerwy za pomocą bardzo podobnych mechanizmów.

Mam nadzieję, że rozumiesz, co chciałam przekazać w tym podcaście. Możesz się ze mną całkowicie nie zgodzić, być może moja metoda jest zbyt kontrowersyjna. Jak to mówią programiści – u mnie działa.

Jeśli skorzystasz z mojego sposobu na radzenie sobie z nieprzychylnymi komentarzami, daj mi znać. Z wielką chęcią dowiem się, co u Ciebie zadziałało, a co nie. Chętnie też poczytam o Twoich empatycznych tłumaczeniach komunikatów, które działają Ci na nerwy. Możesz do mnie napisać w komentarzu na stronie odzeradotrenera.pl lub jeśli nie chcesz się publicznie odsłaniać, daj mi znać na maila na kontakt@odzeradotrenera.pl. Jeśli masz jakieś pytania w tym zakresie, mogę razem z Tobą się nad nimi zastanowić.

A jeśli masz jakieś metody na radzenie sobie z takimi komentarzami, też chętnie poczytam na ten temat, więc zapraszam Cię do kontaktu.

OK, to chyba tyle na dzisiaj. Wydaje mi się, że powiedziałam, co chciałam, więc jeżeli to było dla Ciebie pomocne, zapraszam Cię na stronę odzeradotrenera.pl/odcinek007 (jak Agent 007), gdzie znajdziesz wygodną formę do czytania oraz odnośniki do moich artykułów, z których możesz dowiedzieć się ciekawych informacji o nauczaniu dorosłych, o moich doświadczeniach trenerskich i przede wszystkim, co zawsze podkreślam: o ważnej roli miśków mojego syna w procesie przygotowywania się do szkoleń.


Przy okazji – zachęcam Cię do zapisania się na mój newsletter, ponieważ na końcu drogi zapisu, możesz pobrać ciekawy plik, który nazywa się Wierszowanki o biznesie do kolorowania. Jest to próbka króciutkich wierszyków z obrazkami do kolorowania, również dla Twojego dziecka. Jeśli jeszcze się nie zapisałaś, zachęcam Cię, ponieważ planuję tworzyć podobne materiały w przyszłości, więc jeśli nie chcesz, żeby Cię ominęły, zapisz się na newsletter. Możesz to zrobić na stronie głównej, ewentualnie przy wyjściu z jakiejkolwiek zakładki na stronie odzeradotrenera.pl.

Jeśli masz jakieś uwagi lub chcesz podzielić się ze mną swoją opinią, zapraszam Cię do komentowania na stronie lub jeśli wolisz, na fan page’u Od zera do Trenera, do którego odnośnik znajdziesz na stronie odzeradotrenera.pl.


Możesz też napisać do mnie maila. Lubię maile 🙂

Oczywiście, jeżeli masz taką ochotę, zasubskrybuj ten kanał, żeby dowiedzieć się o kolejnych odcinkach.

Ten podcast specjalnie dla Ciebie prowadziłam ja, znaczy się Joanna Pietrzak, dziękuję Ci bardzo za wysłuchanie go i do następnego! Pa!

Jeśli spodobała Ci się treść, podaj dalej:

Zostaw Komentarz