fbpx

Odcinek 17: Jak zapobiegać gromadzeniu się stresu poprzez work-life balance

with Brak komentarzy

Jako dziecko nie byłam uczona utrzymywania w życiu równowagi między odpoczynkiem, obowiązkami i przyjemnościami. W zamian za to wmawiano mi, że powinnam być świetna we wszystkim i w tym celu muszę poświęcić czas, często kosztem czegoś innego.

🚫 „Najpierw obowiązki, potem przyjemność”,

🚫 „Nie pójdziesz do kolegów czy koleżanek, jeśli nie odrobisz lekcji”.

Bardzo szybko zrozumiałam, że wartość człowieka zależy od tego, jak bardzo jest aktywny, jak dużo robi i jak wiele spektakularnych sukcesów osiąga. Papier ponad wszystko. Długo zbierałam żniwo takiego myślenia w postaci problemów ze zdrowiem i braków w poczuciu własnej wartości.

Ten odcinek podcastu Mama jako Trener biznesu poświęcam pojęciu work-life balance jako ogólnej równowadze energetycznej w życiu.

Jeśli zatem chcesz się dowiedzieć:

❔ Jakie są konsekwencje przeciążenia obowiązkami – nie tylko w pracy, ale również w szkole?

❔ Jak wyobrażam sobie idealną dla mnie pracę?

❔ Czym charakteryzują się trzy fazy reakcji na stres i jak je można rozpoznać?

❔ Dlaczego faza regeneracji po stresie jest ważna dla naszego zdrowia?

❔ W jaki sposób rozumiem energetyczny „work-life balance” ?

Posłuchaj tego odcinka.

Jeśli lubisz kolorowanki, zagadki i rebusy, zapraszam Cię również do pobrania wykreślanki związanej z tym odcinkiem. Możesz ją odebrać po zapisie się na newsletter.


Wprowadzenie zasad związanych z work-life balance to jeden ze skutków mojego rozwoju osobistego. Jeśli chcesz się dowiedzieć, jaki wpływ ma na mnie praca nad sobą – na określanie priorytetów i docenianie siebie – posłuchaj też poprzedniego odcinka podcastu.

Odcinek 17, wersja do czytania

Halo, dzień dobry, nazywam się Joanna Pietrzak i moją supermocą jest łączenie samodzielnego macierzyństwa z pracą jako trenerka biznesu.

Witam Cię w siedemnastym odcinku podcastu Mama jako trener biznesu, w którym znajdziesz informacje, w jaki sposób można pogodzić dwa tak wymagające zajęcia (a przynajmniej jak ja to robię). Pokażę Ci również, jak wiedza trenerska przydaje mi się w macierzyństwie i dlaczego to macierzyństwo mnie rozwija jako trenera.

poprzednim, szesnastym odcinku podcastu mówiłam o rozwoju osobistym i o tym, po czym poznałam swoje postępy i dlaczego najlepiej to widać w mojej zmianie podejścia do własnych urodzin. Mówiłam też, dlaczego warto doceniać siebie i jaki to ma wpływ na poczucie własnej wartości. Dlatego, jeśli jeszcze nie odsłuchałaś, nie odsłuchałeś poprzedniego odcinka, zapraszam Cię do jego nadrobienia.

Równowaga między życiem i pracą

Dzisiaj natomiast chcę z Tobą porozmawiać o czymś, co z każdym rokiem uważam za coraz bardziej istotne w życiu, a jest tym piękne polskobrzmiące sformułowanie work-life balance, co w bezpośrednim tłumaczeniu oznacza równowagę między życiem i pracą. Chociaż tak myślę, że chyba dzisiaj pójdę jeszcze krok dalej i po prostu powiem o ogólnej równowadze w życiu, bo jakoś tak nie bardzo pasuje mi podział po prostu na pracę i wszystko pozostałe. Zdecydowanie tych pozostałych obszarów naszego życia jest za dużo i są zbyt zróżnicowane, żeby wsadzić je do jednego worka.

Rozumiem jednak, że sformułowanie work-life balance powstało z potrzeby odgraniczenia pracy od wszystkich innych obszarów, którymi możemy, a wręcz mamy święte prawo się w życiu zajmować. Możemy się również nimi nie zajmować, bo mamy też prawo do bezproduktywnego siedzenia na kanapie i patrzenia na ścianę. Od czasu do czasu sama to z przyjemnością praktykuję, żeby oczyścić głowę.

Bez pracy nie ma kołaczy

Z czego jednak w ogóle wynika ta potrzeba zauważenia, że nie samą pracą człowiek żyje? Sporo czytałam na ten temat, słuchałam różnych źródeł, ale jestem też ciekawa Twojej perspektywy. Jeśli masz ochotę, podziel się nią ze mną w komentarzu lub wyślij maila na kontakt@odzeradotrenera.pl. Chętnie się z nią zapoznam, bo nie wiem jak Ty, ale ja byłam od dziecka wychowywana w poczuciu, że trzeba w życiu ciężko pracować, żeby cokolwiek osiągnąć.

Zapewne znasz takie przysłowia jak „bez pracy nie ma kołaczy” czy „oszczędnością i pracą ludzie się bogacą”. W dużej mierze to prawda, bo nie wszyscy mają możliwość pracować w wymarzonym zawodzie za duże pieniądze, mieć stabilne dochody, oszczędności i tak dalej. To niedobrze, ale tak po prostu jest. Sama będąc na studiach, gdy mieszkałam jeszcze z rodzicami, pracowałam w restauracji za bardzo małe pieniądze z myślą, żeby coś odłożyć „na przyszłość”.

Jednak, w moim odczuciu, takie podejście gloryfikujące duży wysiłek, nie jest ograniczone tylko do pracy. Żeby daleko nie szukać, świetnym przykładem jest nasz system edukacji. W wielu rodzinach przyniesienie słabszej oceny jest bardzo źle traktowane. Ja na przykład bardzo długo miałam dobre oceny, bo do pewnego etapu nauka nie sprawiała mi trudności. Lubiłam czytać i pisać, więc nie miałam problemów z polskim i angielskim. Szybko złapałam podstawy matematyki, a podstawy biologii czy chemii były dla mnie interesujące, więc zwyczajnie chciałam je poznawać.

Wybór między zainteresowaniami i szkołą

Problem zaczął się mniej więcej na etapie gimnazjum (jestem jednym z tych roczników, które przeszły przez gimnazjum). Wtedy moje zainteresowania zaczęły coraz bardziej rozjeżdżać się z tym, co oferowała mi szkoła, a wiedza nie była już tak prosta do przyswojenia jak wcześniej w podstawówce. Zaczynałam powoli stawać przed wyborem czy uczę się tego, co jest mi potrzebne, żeby mieć dobre oceny, czy uczę się tego, co mi sprawia frajdę, z czym być może będzie związana moja przyszłość i mój przyszły zawód.

Wybór był o tyle trudniejszy, że oczywiście odczuwałam naciski na to, żebym przynosiła do domu dobre oceny. I najgorsze było to, że nie miało znaczenia czy ja to faktycznie wiem, a może po prostu ściągałam podczas testu. Liczyła się wyłącznie cyferka w dzienniku. Ja zresztą pod tym względem nie miałam bardzo trudno – owszem, pewne ubytki w poczuciu własnej wartości odczuwam do dziś, ale nikt nade mną z batem nie siedział, a pogadanki rodziców od czasu do czasu dało się wytrzymać.

Miałam jednak w klasie dziewczynę, która nie wytrzymała napięcia i ambicji rodziców, którzy chcieli, żeby przejęła ich dorobek zawodowy i niestety popełniła samobójstwo. W tym miejscu, zanim przejdę do dalszej części odcinka, chcę tylko powiedzieć, że istnieją darmowe i dyskretne formy wsparcia.

Jedną z nich jest anonimowy i bezpłatny telefon zaufania dla dzieci i młodzieży, który działa 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Jeśli potrzebujesz wsparcia albo ktoś z Twojego otoczenia potrzebuje wsparcia, skontaktuj się na 116 111 lub napisz do nich maila przez stronę 116111.pl. Warto z nimi pogadać.

Dla dorosłych jednym z takich numerów jest 116 123, dostępny od poniedziałku do piątku w godzinach od 14.00 do 22.00, ale warto się z nimi skontaktować w razie potrzeby.

A teraz powtarzam numery. Dzieci i młodzież: 116 111, a dorośli 116 123. Łatwo zapamiętać.

Teraz wracam do tego, o czym mówiłam wcześniej czyli do wyboru między nauką do szkoły, a zgłębianiem swoich zainteresowań, które w większości się rozjeżdżały z tym, co oferowano mi na lekcjach.

Gdy dostałam komputer i później dostęp do Internetu, to już w ogóle przepadłam i oprócz głupot w Internecie, zaczęłam pochłaniać wiedzę w tematach, które naprawdę mnie interesowały (czasem pod przykrywką odrabiania lekcji). Zaczęłam wtedy amatorsko uczyć się obsługi programów graficznych, czytać publikacje z zakresu psychologii i jako urodzona introwertyczka, budowałam wygodne dla siebie relacje online z ludźmi z całej Polski: w podobnym wieku, zorientowanych wokół tych samych zainteresowań. Przez to miałam dość przeciętne oceny, bo rozwijałam swoją wiedzę i umiejętności kosztem nauki do szkoły.

Czy żałuję zaniedbania szkoły?

I teraz chciałabym się temu przyjrzeć z perspektywy czasu.

  • Z zawodu jestem trenerką, gdzie wiedza psychologiczna przydaje mi się na co dzień w przeciwieństwie do na przykład cyklu rozwojowego paproci.
  • Pracuję aktualnie głównie online, tu się czuję najlepiej i najpewniej, bo funkcjonuję w tego typu relacjach już od około dwudziestu lat.
  • Dzięki podstawowej znajomości programów graficznych potrafię przygotować sobie ilustracje czy infografiki do szkoleń albo zagadki o biznesie tutaj na Od zera do Trenera.

Nie mam za to do czynienia z obliczaniem funkcji kwadratowych, równaniami z reakcją redoks, rodzajami skał, literaturą pozytywistyczną czy wojną chocimską. Te rzeczy teraz nie mają dla mnie wielkiego znaczenia, mimo że kiedyś wiedza na ich temat potwierdzona cyferką w dzienniczku była wyznacznikiem mojej wartości jako człowieka.

Z pełnym przekonaniem mogę teraz powiedzieć, że żaden z moich pracodawców na te cyferki nie zwrócił uwagi, nawet nie spojrzał, bo liczyły się moje faktyczne umiejętności lub po prostu chęć do ich zdobywania w trakcie pracy. Owszem, oceny pomogły mi dostać się do lepszego liceum, a później na studia, które już sprawiały mi przyjemność i koniec końców doprowadziły mnie do punktu, w którym jestem. Nadal jednak nie przeszkodziło mi w tym to, że nie byłam piątkową uczennicą i jeśli dobrze pamiętam, na koniec liceum nie miałam nawet czerwonego paska. Wystarczyły mi te oceny, które były mi potrzebne na studia.

Co to ma wspólnego z work-life balance?

Dlaczego jednak mówię o tym w kontekście work-life balance? Bo wielu i wiele z nas, tak jak ja, nie jesteśmy uczeni, uczone utrzymywania w życiu równowagi między odpoczynkiem, obowiązkami i przyjemnościami.

W zamian za to jesteśmy uczeni, uczone, że musimy być świetni we wszystkim i w tym celu musimy poświęcić czas, często kosztem czegoś innego i tutaj obowiązki wysuwają się na pierwszy plan.

„Najpierw obowiązki, potem przyjemność”.

„Nie pójdziesz do kolegów czy koleżanek, jeśli nie odrobisz lekcji”.

Uczy nas to, że relaks czy relacje międzyludzkie są mniej ważne niż wykonywanie obowiązków. A to nie do końca tak powinno wyglądać. Mamy jedno życie i jedno zdrowie. Owszem, obowiązki (nawet te nieprzyjemne) są potrzebne i ich wykonywanie czasem jest koniecznością, ale żaden i żadna z nas nie jest w stanie wytrzymać ciągłego stanu napięcia i gotowości. Prędzej czy później to się zemści.

Nie bez przyczyny lekarze coraz częściej alarmują i mówią o chorobach cywilizacyjnych na skutek przeciążenia, przebodźcowania czy chronicznego stresu. Nasze ciała i mózgi nie są stworzone do funkcjonowania w dzisiejszym świecie i do tempa, które teraz obowiązuje (a właściwie do tego tempa, do którego próbujemy się zmusić).

Sama to odczuwam z każdym rokiem coraz bardziej intensywnie, a mówię to z perspektywy osoby, która nie lubi nic nie robić. Ja nawet na urlopie kończę jakieś kursy i czytam literaturę branżową, bo chcę czymś wypełnić czas, który kiedyś poświęcałam na pracę. Wiem, nie jest to najzdrowsze i tak, kiedyś zdarzało mi się pracować w trakcie urlopu lub wcale ich nie brałam. Dopiero teraz, po trzydziestce, uczę się jakościowo odpoczywać, odpuszczać i jeszcze nie zawsze czuję się z tym komfortowo, ale wiem, że jestem na dobrej i słusznej drodze.

Zresztą, gdybym nawet miała jakiekolwiek jeszcze wątpliwości w tym zakresie poza konsekwencjami w moim samopoczuciu, utrudnieniami w koncentracji czy czymkolwiek innym, mój syn jest w stanie mnie skutecznie przekonać do tego, żeby po pracy odłożyć ją na bok i zająć się nim. I za to, synu, chcę Ci bardzo podziękować, jeśli słuchasz mnie za te kilka-kilkanaście lat. Jeśli się irytuję przez to, że mnie odciągasz od pracy po pracy, to w głębi duszy jestem Ci za to bardzo wdzięczna.

Równowaga energetyczna

Jednak żeby w ogóle była mowa o jakiejkolwiek równowadze między życiem i pracą, to ważne jest nie tylko zachowanie równowagi czasowej czyli na przykład brak nadgodzin, ale przede wszystkim zachowanie równowagi energetycznej. To chyba jest dla mnie kluczowy aspekt całego założenia work-life balance. Bo żeby żyć po tej pracy, musimy mieć na to energię. Inaczej się nie da.

To nie zawsze jest takie proste, bo jesteśmy ludźmi i wielu, wiele z nas – w tym ja – nie zawsze potrafi się całkowicie odciąć od tego, co dzieje się w innych sferach naszego życia. Na przykład teraz, planując ten odcinek podcastu nie mogę wyprzeć z głowy, że potrzebuję zadzwonić do serwisu zajmującego się zmywarkami, bo moja się zepsuła i ta myśl skutecznie mnie rozprasza i psuje mi możliwość koncentracji, więc chyba wrócę za chwilę.

Niestety, o ile jeszcze duża część pracodawców jest w stanie przełknąć, że nie zawsze i nie wszyscy chcemy pracować w nadgodzinach czy podporządkowywać swoje życie pracy, tak już niekoniecznie chcą przyjąć, że w godzinach, w których jesteśmy do ich dyspozycji, nie dajemy im 150% swojej energii (czyli nawet więcej niż posiadamy). A nawet, że nie powinniśmy tego robić z troski o nasze zdrowie psychiczne i fizyczne. Sądzą, że skoro już nam płacą, to płacą za pracę, a nie za odpoczywanie, przerwy, długie posiłki czy poczucie komfortu.

Też staram się ich trochę zrozumieć, bo utrzymanie pracowników wcale nie jest tanie, a nadal znam osoby, które najwięcej energii poświęcają na zastanawianie się, co zrobić, żeby się nie narobić. Mimo to zaryzykuję stwierdzenie, że da się zachować interesy pracodawcy bez żyłowania pracowników, ale to temat może na inny odcinek.

Wypalenie zawodowe

Gdy w moim zespole zostało zdiagnozowane wypalenie zawodowe z paskudnymi jego konsekwencjami, nasza superwizorka w swojej informacji zwrotnej zawarła plik o nazwie w stylu „wypalenie zawodowe dotyka tych najbardziej zaangażowanych” i jest w tym sporo prawdy. Im bardziej angażujemy się w pracę, im bardziej osobiście do niej podchodzimy i im więcej energii i czasu jej poświęcamy, tym większe ryzyko, że w pewnym momencie dojdziemy do ściany, z którą bezpośrednio się zderzymy. To będzie koniec naszych możliwości. To nie znaczy, oczywiście, że w pracy mamy nic nie robić, absolutnie nie o to chodzi – skrajności najczęściej z zasady bywają szkodliwe.

Ja na przykład wyobrażam sobie idealną pracę jako taką, która:

  • jest wyzwaniem i przez to realizuje mój potencjał,
  • pozwala mi się rozwijać, czyli zdobywam w niej nową wiedzę i doświadczenia,
  • poznaję w niej interesujących ludzi i biorę z nimi udział w angażujących projektach.

Jednocześnie, ta idealna praca:

  • daje mi możliwość nacieszyć się naszymi działaniami i procesem zamiast tylko przeć na deadline i terminy.
  • oraz daje mi przestrzeń do proponowania i testowania własnych rozwiązań, które nie zawsze muszą być idealne.

Wyobrażam sobie też, że w takiej idealnej pracy mam czas na zadbanie o swoje podstawowe potrzeby, czyli chwilę przerwy pomiędzy zadaniami na jakiś posiłek czy mam możliwość zaplanowania sobie różnorodnych zadań, na przykład mniej angażujące zajęcia po takich, które wymagają mojego pełnego zaangażowania i wysiłku. Takimi wymagającymi zadaniami są na przykład szkolenia, podczas których nie mam szansy się wyłączyć nawet na chwilę i przez to lubię po nich pobyć sama ze sobą. Porządkuję wtedy materiały szkoleniowe lub robię sobie chwilę przerwy, żeby wypić herbatę i spokojnie pooddychać.

Dlaczego regeneracja po stresie jest ważna?

Z tą regeneracją po wysiłku czy stresie to nawet nie jest mój wymysł. Już kilkadziesiąt lat temu Hans Selye – endokrynolog, którego uznaje się za pioniera w obszarze badania stresu, wyróżnił trzy fazy reakcji organizmu na stres (Selye, 1977).

Są to:

  1. faza alarmowa podzielona na dwa etapy:
    • fazę szoku
    • i fazę przeciwdziałania stresowi,
  2. faza odporności
  3. i faza wyczerpania.

Polega to mniej więcej na tym, że najpierw po zetknięciu się ze stresorem, zamieramy, a później nasz organizm reaguje, bardzo często bezwarunkowo, czyli nie musimy nic zrobić, żeby ta reakcja się pojawiła. Zaczynają się wtedy włączać wszystkie nasze siły obronne, są uwalniane tzw. hormony stresu, które pozwolą nam zebrać siły na reakcję w obliczu zagrożenia, a cała energia naszego organizmu koncentruje się na tym, żeby sprostać wyzwaniu. To dlatego na przykład w sytuacjach stresowych często nie odczuwamy głodu – nasz układ pokarmowy po prostu się wyłącza, całą swoją energię przekazując gdzie indziej.

Optymalnie po takiej fazie, gdy bodziec stresowy znika, powinna nastąpić faza regeneracji, w której odpoczywamy i ponownie gromadzimy utracone siły, a gospodarka hormonalna wraca do równowagi i znowu jest pięknie.

Co jednak, jeśli nadal jesteśmy poddani wpływowi stresu? Na przykład w pracy przechodzimy z jednego wyczerpującego zadania do drugiego lub po jednym gorącym okresie w pracy czeka nas kolejny bez możliwości nabrania sił?

W takim wypadku z fazy alarmowej, czyli tej pierwszej w reakcji na stres, przechodzimy do fazy odporności. Jej nazwa może być myląca, ponieważ to nie oznacza, że nabieramy w niej odporności na czynnik stresowy. Nie, nie, nie, to tylko pozory. Owszem, ta pierwsza gwałtowna reakcja znika, więc może stwarzać wrażenie, że jest wyciszona, ale nasz organizm nadal jest w procesie wzmożonego działania, a nasze rezerwy energetyczne cały czas się wyczerpują.

Nie jestem specjalistką od motoryzacji, ale wyobrażam sobie, że to tak, jakbyśmy siedzieli w samochodzie, który stoi na parkingu, ale ma włączony silnik. Nie widać tego po nim na pierwszy rzut oka, ale paliwo nadal jest spalane, bo jest w ciągłej gotowości do reakcji. Możesz powiedzieć, że przecież słychać po samochodzie, że jest włączony, słychać pracę silnika, auto emituje spaliny i tak dalej, ale z naszym organizmem jest dokładnie tak samo. On też daje konkretne znaki, że cały czas jest w gotowości do reakcji.

Skutki braku regeneracji po stresie

Kolorowanka znak zakazu z poduszką i literami Zzz

Można to poznać na przykład po większej wrażliwości na rzeczy, które do tej pory nie miały większego znaczenia, czyli na przykład, jeśli zaczęło Cię irytować coś, co do tej pory akceptowałaś, akceptowałeś albo Twoje zwyczajowe obowiązki stały się bardziej uciążliwe czy męczące, albo pojawiły się jakieś obawy, które do tej pory nie występowały. Mogą też pojawić się problemy ze zdrowiem.

U mnie na przykład takim najbardziej charakterystycznym objawem zaniedbania siebie i dojścia do tej fazy jest migrena, która zmusza mnie do wyłączenia się na jakiś czas i do większego odpoczynku. Tak mój organizm sobie to skutecznie wymyślił, żeby mnie odciąć. Znam osoby, którym nagle pojawiają się dziwne alergie, które mijają po tym, gdy wyjdą z tej fazy reakcji na stres.

Tylko, żebyśmy się dobrze zrozumieli i zrozumiały – nie chcę mówić, że każda choroba, migrena czy alergia jest reakcją na przedłużony stres, bo to tak nie działa. To zależy od naszych uwarunkowań, skłonności naszego organizmu, ogólnego stanu zdrowia i tak dalej. Nie jestem lekarzem, więc tutaj absolutnie nie chcę grać specjalistki w tym zakresie. Po prostu chcę pokazać, że nasz organizm daje wyraźnie do zrozumienia, że nie podoba mu się brak regeneracji po stresie. Wystarczy ten organizm uważnie poobserwować.

Tak na marginesie, o uważności na siebie, głównie w kontekście emocji mówiłam więcej w odcinku jedenastym, więc zapraszam Cię do posłuchania, jeśli masz ochotę.

Co jednak, jeśli nadal zignorujemy te sygnały naszego organizmu i nie rozpoczniemy fazy regeneracji? Ostatnią fazą, którą wyróżnił Hans Selye (1977) jest faza wyczerpania. Kończy nam się paliwo, organizm już nie jest w stanie stawiać czoła stresorowi i utrzymywać nas w gotowości. Nasze mury obronne zostają zburzone na nasze własne życzenie i już nie jesteśmy w stanie utrzymać ochrony przed stresorem. Organizm jest rozregulowany, mogą pojawić się choroby, a w ostateczności, chroniczny stres może prowadzić również do śmierci. Czy to poprzez wyczerpanie organizmu, czy poprzez choroby wywołane stresem, czy też poprzez własne niezbyt kolorowe myśli.

Tutaj ponownie przypominam numery, jeśli potrzebujesz wsparcia i pomocy, numer dla dzieci i młodzieży to 116 111, a dla dorosłych 116 123.

Mamy jeden limit energii do spożytkowania

Co to wszystko ma według mnie wspólnego z ideą work-life balance? Wiele, jeśli popatrzymy na nas jako całokształt energii do spożytkowania. Nie łudźmy się, że nasze życie prywatne czy ogólnie „pozapracowe” jest usłane miękkimi poduszkami i tabliczkami czekolady. Nie, nasze życie jest pełne różnych aktywności, które w mniejszym lub większym stopniu wywołują lub mogą wywołać u nas reakcje stresowe.

  • Nauka i studia, na przykład, z którymi wiele osób łączy pracę.
  • Rodzicielstwo, jak chociażby w moim przypadku czy po prostu kontakty rodzinne, które czasem powodują różne emocje.
  • Uprawianie sportu, szczególnie wyczynowego, który jest sporym stresorem dla organizmu. (Tak na marginesie, jeśli znacie kogoś, kto intensywnie trenuje i zna się na tym, zapytajcie, jak bardzo istotna dla rozwoju mięśni jest właśnie faza regeneracyjna po wysiłku).
  • Nawet rzeczy, które wydają nam się rozrywką, mogą być stresorem – oglądanie horrorów na przykład albo bardzo absorbujących seriali, które utrzymują nas w napięciu, już o zarywaniu nocy w tym celu nie wspomnę.
  • Czytanie lub oglądanie serwisów informacyjnych też może być stresorem, szczególnie jeśli silą się one na sensację i podkręcają swoje komunikaty, żeby wywołać efekt emocjonalny w odbiorcy.
  • Dla niektórych śledzenie polityki może być stresorem.
  • Nawet pasja czy hobby mogą okazać się przyczyną stresu.
  • Śledzenie mediów społecznościowych i stosowanie diety również.

Tego jest naprawdę bardzo dużo i nie chcę niczego demonizować, bo każda z tych aktywności może też w nas powodować radość i zadowolenie czy być przyczyną pozytywnego, nakręcającego rodzaju stresu, jakim jest eustres. Nie zawsze stres jest czymś, co nas niszczy (Selye, 1977). Warto jednak zdawać sobie sprawę, kiedy ta granica zostaje przekroczona. Mieć świadomość, kiedy zrobić stop, zatrzymać się i zająć trochę sobą – zwolnić tempo lub (jeśli to możliwe) odciąć się na jakiś czas od działań, od których możemy się odciąć, a wiemy, że powodują u nas ten negatywny rodzaj stresu.

Równowaga energetyczna w pracy

I tutaj chcę powiedzieć o tym, że taka równowaga powinna być zachowana również w pracy jako we fragmencie naszego życia. To znaczy, że work-life balance nie polega tylko na tym, że podczas tych kilku godzin możemy się stresować do woli i dać z siebie maksimum, wręcz wypruć sobie flaki, a później odciąć się od pracy i mamy czas na regenerację. Nie. Czas na regenerację, choćby w małym stopniu, powinien się również znaleźć w naszych zatłoczonych służbowych grafikach. Ja na przykład wdrożyłam kilka takich elementów, które są zapisane w moim planie dnia, to znaczy, że planuję je razem z zadaniami służbowymi jako te o bardzo wysokim priorytecie. Myślę o tym tak, że dbając o siebie, dbam o pracownika mojego pracodawcy, czyli troszczę się również o jego wyniki i obniżam koszty z powodu rotacji.

Takie aktywności, które wprowadziłam do swojego kalendarza to na przykład przerwy między spotkaniami, około 10-15 minut, podczas których mam możliwość skorzystać z łazienki, rozprostować nogi, pobyć chwilę w ciszy czy przygotować sobie coś do picia czy coś do notowania. Pozamykanie niepotrzebnych plików lub otwarcie tych potrzebnych do kolejnego również jest dla mnie elementem przygotowania się do spotkania i na to również pożytkuję te kilka minut między spotkaniami. Nie odbieram wtedy telefonów, przygotowuję się, nie robię kilku rzeczy na raz – chcę się wyciszyć.

Jako ciekawostkę podam, że odkąd pracuję zdalnie, bezpośrednio przed bardzo wymagającymi zebraniami lub między szkoleniami (z wyłączoną kamerą) zdarza mi się myć głowę, bo to mnie świetnie orzeźwia i pozwala zregenerować się i ożywić w bardzo krótkim czasie, szczególnie w trakcie tych upałów, które ostatnio nam towarzyszą.

Oprócz dbałości o higienę głowy dosłownie i w przenośni, przewiduję w ciągu dnia kilka przerw na oddychanie, rozciągnięcie ciała czy inne techniki relaksacyjne. Dosłownie po trzy minuty, to nie zabiera wiele czasu, ale pozwala się rozluźnić i zmienić perspektywę.

Jako kierowniczka zespołu mam też przewidziany czas na budowanie relacji, który nie zawsze pożytkujemy całkowicie produktywnie, ale zwykle pozytywnie.

Kolejną praktyką, która bardzo mi ułatwiła życia to wydzielenie czasu na rzeczy nagłe. Awantura o maile, nagły pomysł zarządu, pomoc komuś czy inne podobne aktywności w kodzie czerwonym. W tym zaplanowanym buforze, jeśli ten czas nie zostanie spożytkowany, mogę zacząć wykonywać inne zadania lub zostawić tę przestrzeń na rozwój, pracę wymagającą kreatywności czy testowanie nowych rozwiązań.

Mówi o tym na przykład zasada 60:40 lub inne jej wariacje jak 60:20:20 czy 60:30:10. Polega ona na tym, żeby planować 60% swojego czasu, a resztę pozostawić na rzeczy nagłe (Seiwert, 1993), polecenia służbowe, prośby i pytania współpracowników, gaszenie pożarów czy właśnie pracę koncepcyjną lub wyciszenie emocji i regenerację po jakimś stresującym wydarzeniu. Nie od zawsze stosuję ten podział, ale odkąd to wdrożyłam, wzrosła moja satysfakcja, ponieważ rzadko mi się zdarza, że nie zrealizuję czegoś zaplanowanego na dany dzień albo że ucieknie mi coś ważnego. Dzięki temu moja satysfakcja jest większa, bo mam odhaczone zadania. Nie rośnie też moja frustracja spowodowana nieprzewidzianymi sytuacjami, bo mam kiedy się nimi zająć.

Zachowanie sił na życie po pracy

To wszystko sprawia, że zazwyczaj (choć też nie zawsze) po pracy mam siłę cieszyć się rodziną, życiem czy innymi aktywnościami. Na przykład nagrywam dla Ciebie ten podcast zamiast położyć się na kanapie z telefonem w ręce. Dopiero w takim momencie mogę powiedzieć, że równowaga została zachowana, bo praca nie wyprała mnie z całej energii.

I właśnie dlatego teraz idę położyć się na kanapie i poczytać, zamiast zmywać naczynia, bo potrzebuję regeneracji po przygotowaniu dla Ciebie tego odcinka podcastu. Na stresujące zmywanie przyjdzie czas później.

A tak a’propos zmywania: jeśli chcesz posłuchać, dlaczego nie mam problemu ze stertą brudnych naczyń w zlewie i idę odpocząć zamiast zmywać, posłuchaj dwunastego odcinka tego podcastu, w którym mówię w jaki sposób wyznaczam priorytety oraz organizuję zadania, żeby mieć wszystko ogarnięte. Mówię tam sporo o ustalaniu i wyznaczaniu swoich priorytetów, a to też łączy się bezpośrednio z utrzymaniem równowagi w życiu.


I na tym chciałabym na dzisiaj skończyć. Zanim jednak mnie wyłączysz, chcę Ci zająć jeszcze chwilkę, bo do tego odcinka podcastu jest dołączona wykreślanka do kolorowania. Podobne grafiki, zagadki, rebusy, uzupełnianki są również dostępne dla innych odcinków i noszą wspólną nazwę Zagadek o biznesie do kolorowania. Możesz z nich skorzystać na przykład do odpoczynku (jak ja) lub pomalować razem z dzieckiem, a dostępne są po zapisie na mój newsletter.

Zapis na newsletter może być pożyteczny, bo jednym z celów projektu Od zera do Trenera, którego część stanowi ten podcast, jest stworzenie materiałów szkoleniowych dla rodziców opiekujących się dziećmi lub osób, które mają po prostu mało czasu. Chcę połączyć szkolenia biznesowe i rozwojowe z kolorowankami i wierszykami, więc nie dość że po zapisie otrzymasz dostęp do Zagadek o biznesie do kolorowania, to za pośrednictwem newslettera udostępniam próbki mojego produktu i dodatkowe informacje zza kulis. Jeśli nie chcesz, żeby to Cię ominęło, zapisz się na listę. Link zostawię Ci w opisie. I nie obawiaj się, że zaleję Cię spamem. Przez pierwsze kilka dni dostaniesz maile wprowadzające, ale później będziesz już otrzymywać standardowego maila co około dwa-trzy tygodnie z dodatkowymi informacjami i podsumowaniami, co ostatnio się wydarzyło i do czego warto zajrzeć.

Przy okazji, mam do Ciebie prośbę: jeśli masz swoje sposoby na naukę z dzieckiem lub napotykasz jakieś problemy z tym związane – daj mi znać. Dzięki temu, w perspektywie stworzę materiały dopasowane do Twoich potrzeb. Możesz do mnie napisać w komentarzu na stronie odzeradotrenera.pl lub jeśli nie chcesz się publicznie odsłaniać, daj mi znać na maila na kontakt@odzeradotrenera.pl.

Dobrze, to tyle na dzisiaj. Chyba powiedziałam, co chciałam, więc jeżeli to było dla Ciebie pomocne lub spodobało Ci się, zapraszam Cię na stronę odzeradotrenera.pl/odcinek017, gdzie znajdziesz wygodną formę do czytania oraz odnośniki do wszystkich treści, z których korzystałam i moich artykułów, z których możesz dowiedzieć się ciekawych informacji o nauczaniu dorosłych, o docenianiu siebie, o moich doświadczeniach trenerskich i utrzymywaniu równowagi w życiu, a przede wszystkim, co zawsze podkreślam: o ważnej roli miśków mojego syna w procesie przygotowywania się do szkoleń.

Oczywiście, jeśli masz ochotę, zasubskrybuj ten kanał, żeby dowiedzieć się o kolejnych odcinkach, będę Ci za to bardzo wdzięczna.

Ten podcast specjalnie dla Ciebie prowadziłam ja, znaczy się Joanna Pietrzak, dziękuję Ci bardzo za wysłuchanie go i do następnego! Pa!

📚 Źródła:

📚 Salye, H. (1977) „Stres okiełznany” przeł. T. Zalewski, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy.

📚 Seiwert, L. J. (1993) „Jak organizować czas” przeł. E. Kaźmierczak, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.


📱 Media Społecznościowe:

Facebook: http://bit.ly/3mDaWlo

Instagram: https://bit.ly/3p8gXrV


🎧 Tego podcastu możesz posłuchać:

Empik Go: https://bit.ly/3h75GHH

Spreaker: https://bit.ly/3atOHvU

Stitcher: https://bit.ly/3h53373

Spotify: https://spoti.fi/37zyD9X

Youtube: https://bit.ly/3p0LFTY

Podcast Addict: https://bit.ly/2PY0kn2

Podchaser: https://bit.ly/3f2Wt0i

Jeśli spodobała Ci się treść, podaj dalej:

Zostaw Komentarz