fbpx

Odcinek 10: Jak docenić siebie mimo wewnętrznego krytyka?

with Brak komentarzy

To dziesiąty odcinek podcastu, więc mam powody do świętowania. Rok temu nawet jeszcze nie wiedziałam, że taki projekt się pojawi. Zatem z okazji okrągłej liczby odcinków, zdecydowałam się poruszyć temat doceniania siebie i własnych osiągnięć. Mówię również o zauważaniu własnych sukcesów, które wcale nie muszą być spektakularne ani „lepsze” od sukcesów innych.

Jeśli chcesz się dowiedzieć:

  • Dlaczego warto się chwalić swoimi osiągnięciami?
  • Czym się różni zarozumiałość od docenienia siebie?
  • Co uważam za swoje sukcesy w projekcie Od zera do Trenera?
  • Jak dużo wspólnego ma wewnętrzny krytyk ze Smerfem Marudą i w jaki sposób można sobie z nim radzić?

Posłuchaj tego odcinka.


Wbrew pozorom, wewnętrzny krytyk nie jest wyłącznie naszym problemem. Często utrudnia nam budowanie relacji i komunikowanie naszych potrzeb otaczającym nas ludziom. Jeśli chcesz tego uniknąć, posłuchaj dziewiątego odcinka podcastu o zaburzeniach w komunikacji.

Jeśli lubisz zagadki, rebusy i kolorowanki, zachęcam Cię do pobrania darmowej uzupełnianki, związanej tematycznie z tym odcinkiem podcastu. Możesz ją odebrać po zapisaniu się na newsletter.

Wersja do czytania

Halo, halo, dzień dobry, nazywam się Joanna Pietrzak i moją supermocą jest łączenie samodzielnego macierzyństwa z pracą jako trenerka biznesu.

Witam Cię w dziesiątym, jubileuszowym odcinku podcastu Mama jako trener biznesu, w którym znajdziesz informacje, w jaki sposób można pogodzić dwa tak wymagające zajęcia (a przynajmniej jak ja to robię). Pokażę Ci również, jak wiedza trenerska przydaje mi się w macierzyństwie i dlaczego to macierzyństwo mnie rozwija jako trenera.

W poprzednim, dziewiątym, odcinku podcastu mówiłam o rzeczy istotnej, bo o podstawowych zaburzeniach w komunikacji. Wyjaśniłam w nim, czym są filtry komunikacyjne, jaka jest definicja słowa „nieuprzejmy” i w jaki sposób odróżnić fakty od opinii, a to wszystko na przykładach naleśników, frytek i sprzątania pokoju przez dzieci. Jeśli więc jeszcze nie odsłuchałaś, nie odsłuchałeś poprzedniego odcinka, zapraszam Cię do jego nadrobienia.

Krótka retrospekcja

Dzisiaj chcę Ci opowiedzieć nieco o kulisach projektu Od zera do Trenera, którego częścią jest ten podcast. Dziesiąty odcinek to całkiem przyzwoita okazja, żeby spojrzeć nieco wstecz i zastanowić się nad drogą, którą się przebyło właśnie od mojego tytułowego zera. Tym razem jednak nie będę się zagłębiać w daleką przeszłość czy początki mojej kariery, a skoncentruję się wyłącznie na rzeczach, związanych z tym projektem, bo wbrew pozorom, było ich mnóstwo.

Zanim jednak do tego przejdę, chcę Ci powiedzieć, po co to robię i dlaczego publicznie. Otóż, jak możesz wiedzieć, od przynajmniej kilku lat pracuję z ludźmi. Dużą część mojej kariery obejmuje troska o rozwój innych osób czy to w zakresie ich wiedzy i umiejętności, czy to w zakresie motywacji i ukierunkowania. W czasie tej mojej kariery zauważyłam coś niepokojącego. Wiele osób, w tym ja, mamy problem w dowartościowaniu samych siebie i otwarciu się na cudze komplementy. Nie mam pojęcia, czy to cecha społeczna, czy może kwestia wychowania, a może wina systemu, w którym się wychowujemy, a który raczej nie sprzyja wysokiemu poczuciu własnej wartości?

Nie wiem jak Wy, ale ja byłam nazywana zarozumiałą, jeśli byłam z jakiegoś powodu z siebie zadowolona i jeszcze miałam czelność o tym mówić głośno. Nawet do tej pory pamiętam, jak mnie zabolało, gdy bliska mi osoba, na mój pełen ekscytacji słowotok na temat moich planów, zareagowała słowami „oj, żeby Ci życie nosa nie utarło”. Jeśli to nie jest książkowy przykład podcinania skrzydeł, to ja nie wiem, co nim jest.

Czym się różni zarozumiałość od docenienia siebie?

Jednak nie mylmy doceniania siebie z zarozumiałością. Zarozumiałość jest to posiadanie zbyt wygórowanego mniemania o sobie bądź poczucie bycia lepszym od innych. Docenianie siebie polega na zauważeniu swoich sukcesów, postępów, nawet jeśli są to małe kroki. Polega również na zwykłej akceptacji samego siebie, bez porównywania się do innych. To jest taki szczery i pogodny uśmiech do samego siebie.

Dam Ci przykład, bo lubię przykłady:

Zarozumiałością byłoby stwierdzenie „jestem najpiękniejsza na świecie”.
Docenieniem siebie jest stwierdzenie „Bardzo się sobie podobam!”.

Zarozumiałością jest stwierdzenie lidera czy liderki, że to oni osiągnęli sukces, na który pracował cały zespół i gdyby nie oni, to nic by z tego nie wyszło.
Docenieniem siebie jest wspomnienie wszystkich rozmów motywacyjnych z pracownikami, opracowania planu i wsparcia w jego wdrożeniu. Wtedy można stwierdzić z dumą „poprowadziłem lub poprowadziłam mój świetny zespół do zwycięstwa!”.

W każdym razie, wielu z nas nie jest przyzwyczajonych do doceniania siebie, do poczucia dumy z własnych dokonań czy nawet do docenienia tego, jakim jesteśmy człowiekiem i jaką drogę przebywamy w trakcie naszego życia. Ja też nie jestem do tego przyzwyczajona. Ponieważ jednak pracuję rozwojowo z ludźmi i to aż zbyt często z takimi o niskim poczuciu własnej wartości, to potrzebuję nad tym docenianiem siebie pracować i to nie tylko w kontekście spektakularnych sukcesów, do których – nie oszukujmy się – niewielu z nas dojdzie. Moja praca dotyczy dostrzegania choćby najmniejszych sukcesów. Bo tak naprawdę, każdy z nich jest tak samo ważny, tylko niektóre są mniej medialne.

A teraz chwila na docenienie siebie

Na przykład, jako swój ogromny sukces traktuję to, że jestem w takim punkcie swojego projektu, że publikuję dziesiąty odcinek podcastu. Rok temu nawet nie sądziłam, że to się może wydarzyć.

W momencie publikacji mamy ostatni dzień listopada 2020 roku. Myśl o „czymś własnym” zakiełkowała zatem w mojej głowie nieco ponad rok temu, w sierpniu, gdy podczas urlopu wychodziłam na spacery z dzieckiem i słuchałam podcastów szkoleniowo-biznesowych. Poczułam wtedy, że chcę czegoś, tylko jeszcze nie miałam zielonego pojęcia czego.

Do tematu wróciłam dopiero w lutym tego roku, czyli ledwo dziewięć miesięcy temu. Pamiętam, że byłam zmęczona, wypalona zawodowo i zaczęłam myśleć o jakiejś odskoczni. Wtedy przyszedł mi na myśl pomysł, żeby w Internecie dzielić się wiedzą o nauczaniu z innymi specjalistami, którzy uczą innych. Mam w tym zakresie wiedzę, umiejętności i doświadczenie, a sama zaczynałam od całkowitego zera, stąd zatem wzięła się nazwa projektu związana z moim życiorysem: „Od zera do Trenera”. Dzięki mojemu wypaleniu zawodowemu, poznałam też kilka świetnych osób, które pozwoliły mi stanąć na nogi.

Nie skłamię, jeśli powiem, że te ostatnie dziewięć miesięcy były najbardziej pracowitymi i kreatywnymi miesiącami w moim życiu. Wszystko, co do dzisiaj powstało w związku z projektem Od zera do Trenera, powstało tylko i wyłącznie przy użyciu moich rąk i mojej głowy, a jest tego niemało.

  1. Cała strona Internetowa jest moim dziełem. Najpierw się nauczyłam, jak to mam zrobić, jak poskładać te klocki, a później po prostu ją zrobiłam. Cały czas zresztą ja ulepszam, bo uczę się nowych rzeczy.
  2. Sama założyłam swój newsletter, nauczyłam się tworzyć kampanie, sekwencje i strony lądowania.
  3. Założyłam Fan page’a na Facebooku, z którego nie korzystałam dziesięć lat i odważyłam się cokolwiek tam zamieszczać. Jeszcze częstotliwość mnie nie zadowala, ale jestem na dobrej drodze.
  4. Na stronie zaimplementowałam formularze, odnośniki i wyskakujące okienka z newsletterem.
  5. Podpięłam kody analizujące Google i Facebook.
  6. Politykę prywatności wykupiłam jako szablon od radcy prawnego, ale nadal sama przeczytałam ją, uzupełniłam zgodnie z prawdą i aktualizuję, gdy jest taka potrzeba – a to nie jest ani proste, ani przyjemne. Przynajmniej dla mnie.
  7. Napisałam wszystkie artykuły na stronie, a jest ich dwadzieścia siedem, plus drugie tyle w postaci długich postów na Facebooku.
  8. Wzięłam udział w kilku kampaniach promocyjnych, do każdej z nich przygotowałam osobny tekst i angażowałam się w ich przebieg.
  9. Uczestniczyłam w dziesiątkach webinarów, z których czerpałam mnóstwo wiedzy i inspiracji.
  10. Przeczytałam kilkanaście książek i e-booków z zakresu nauczania i marketingu online.
  11. Ukończyłam kilka kursów czy to z komunikacji w Internecie, czy z marketingu, czy typowo technicznych. Na przykład kurs tworzenia stron na WordPressie.
  12. Nauczyłam się nagrywać podcast, edytować i montować dźwięk, mam też rozpracowane kwestie techniczne, związane z jego publikacją, w tym na Youtube, gdzie dorzucam jeszcze odnośniki.
  13. Nauczyłam się podstaw montażu filmów, bardziej przy okazji nagrywania szkoleń w pracy, ale mam zamiar tę wiedzę wykorzystać w przyszłości również tutaj.
  14. Mało tego, każda grafika i zdjęcie na stronie, Fan Page’u i w materiałach jest mojej roboty. Być może nie jestem profesjonalistką, ale wiem, co chcę przekazać. Nauczyłam się pracować na podstawach grafiki wektorowej, przypomniałam też sobie to, co kiedyś się nauczyłam o pracy w programach typu Photoshop.
  15. Do tej pory stworzyłam cztery zagadki o biznesie do kolorowania, które możesz poznać po zapisaniu się na newsletter, a będzie ich więcej, bo każda z nich zapowiada odcinek podcastu. Poza tym, ich tworzenie sprawia mi niesamowitą frajdę.
  16. Jestem na ukończeniu swojego pierwszego produktu, który składa się z kilkudziesięciostronnicowego e-booka z grafikami, z nagrań audio i check listy.
  17. To wszystko będzie dostępne na zrobionej przeze mnie platformie.
  18. Mam stworzony sklep, zbudowany landing page, opracowaną większość kwestii technicznych, podatkowych i księgowych.
  19. Złożyłam też regulamin na bazie wzoru, który jeszcze wymaga dopracowania, ale jest bliski ukończenia.
  20. No i nagrywam dziesiąty odcinek podcastu, a każdy z nich wymaga przygotowania, nagrania, edycji, stworzenia opisów i publikacji, również w wersji do czytania.

I nie wykluczam, że jeszcze o czymś zapomniałam. Nie wspominając już o tym, co robię w pracy i co robię, będąc mamą, która jest dość blisko ze swoim dzieckiem.

Więc daję sobie pełne prawo do poczucia dumy i zadowolenia z samej siebie. Przy czym nie zrozum mnie źle. To nie znaczy, że nie czułabym dumy, gdybym zrobiła połowę tej listy albo jedną czwartą, albo jeszcze mniej!

Po prostu sama widzę postęp, jaki wykonałam przez ostatnie dziewięć miesięcy. Mam też świadomość, że nie osiągnęłam jeszcze maksimum swojego potencjału i sporo przede mną. To jednak nie psuje mi dobrego humoru, bo jestem zadowolona z siebie w tym punkcie, w którym jestem teraz.

Jestem zadowolona z siebie nawet, gdy trzeci wieczór z rzędu oglądam głupie filmy na Youtubie, zamiast wziąć się za rozwój projektu. Albo jak odkopałam grę, którą uwielbiałam piętnaście lat temu i spędziłam nad nią większość wieczorów w tygodniu.

Sukces nie oznacza więcej!

Bo sukces nie oznacza „więcej”. Sukces oznacza dokładnie tyle, ile jesteś w stanie, by w ogólnym rozrachunku iść do przodu. Przykładowo, jeśli masz plan, że chcesz włączyć do swojego dnia ćwiczenia, to Twoim sukcesem jest dziesięciominutowa gimnastyka co drugi dzień. Bo wcześniej tego nie było wcale. Jeśli utrzymasz taki stan rzeczy przez miesiąc – to jest kolejny sukces, bo utrzymujesz swój plan. Dziesięć minut co drugi dzień, to jest mniej więcej sto pięćdziesiąt minut miesięcznie, czyli ponad godzinę miesięcznie ćwiczeń, a wcześniej miesięcznie było ZERO.

Jeśli w kolejnym kroku z dziesięciu minut przejdziesz na  piętnaście, nawet przy częstotliwości raz na dwa dni, to i tak jest więcej niż było wcześniej. Takie małe zmiany, w małych krokach, jest dużo łatwiej wprowadzić niż te wielkie. Łatwiej jest znaleźć dziesięć minut na gimnastykę co drugi dzień, niż chodzić codziennie na godzinę na siłownię.

Jak sądzisz, dlaczego ludzie tak często rezygnują ze swoich postanowień noworocznych? Bo stawiają przed sobą wysokie cele albo takie, których efekt zobaczą dopiero za kilka miesięcy. Na przykład „będę świetnie wyglądać na plaży w wakacje”. Gdy człowiek nie podtrzymuje motywacji sukcesami i zadowoleniem, nie dorzuca drwa do ognia, to realizacja celu często nie wydaje mu się przyjemna.  

Nie będę jednak wchodzić w analizę wyznaczania sobie celów i rozkładania ich na proces, bo to temat na zupełnie inny odcinek.

Czym tak naprawdę jest sukces?

Chciałabym jednak poruszyć jeszcze jedną rzecz, ponieważ bardzo często zdarza się nie tylko mi, ale i innym porównywać się do kogoś innego – i to najczęściej do takiego kogoś, kto według nas osiągnął więcej.

Wielokrotnie słyszałam, że ktoś mnie podziwia, bo pracuję, jestem mamą i jeszcze mam swój dodatkowy projekt, któremu poświęcam czas. I to niejako ma być symbolem, że coś osiągnęłam w życiu. Z drugiej strony, ta druga osoba ma czysto w domu, wszystko ogarnięte i nie ma sterty prania – w przeciwieństwie do mnie. Więc określajmy sukcesem nie to, co inni uważają za sukces, ale to, co my uważamy za ważne. Czyli dla każdego sukcesem będzie zupełnie coś innego.

Dla jednej osoby sukcesem będą codzienne ćwiczenia lub biegi, albo utrzymanie motywacji do uprawiania sportu.

Dla kogoś innego sukcesem będzie osiągnięcie jakiegoś progu finansowego w biznesie.

Dla kogoś innego ogromnym sukcesem będzie wychowanie gromadki dzieci i będzie się czuć w tym spełniony.

I to jest OK.

Żaden z tych obszarów nie jest bardziej wartościowy niż te pozostałe. Żaden z tych obszarów nie jest również mniej wartościowy niż inne. Każdy decyduje, jakie są jego priorytety i czym chce się w życiu zajmować i jeśli takie decyzje podejmie, to dokładnie w takim obszarze będzie osiągał swoje sukcesy.

Niezauważanie oczywistości

Wróćmy jednak do postrzegania sukcesów w kontekście doceniania samych siebie. Dużym problemem jest również coś podobnego do klątwy wiedzy, o której mówiłam w poprzednim odcinku. Czyli takie… niezauważanie rzeczy dla nas oczywistych.

Przykładowo, jeśli ktoś z Was utrzymuje w domu porządek, to istnieje prawdopodobieństwo, że traktuje to jako coś normalnego, pewnego rodzaju standard, za co nie warto siebie docenić – ot, kolejny obowiązek domowy. Gwarantuję Wam, że jest to standard tylko i wyłącznie z perspektywy tej osoby.

Dla mnie na przykład, pewnym standardem jest bezwzrokowe pisanie na klawiaturze, co mimo tego, że żyjemy w XXI wieku, nadal nie jest tak oczywistą umiejętnością. Dopóki nie zaczęłam pracować nad własnym wzmocnieniem, gdzie takie rzeczy są istotne i uczymy się je dostrzegać, wielu takich rzeczy nie widziałam, a przez to, też ich w sobie nie doceniałam.

I wiem, że nie jestem wyjątkiem. Tak jak już mówiłam, od kilku lat pracuję non stop z ludźmi, nie tylko jako trener. I bardzo często jestem świadkiem sytuacji, gdy osoby, które osiągają lub osiągały niewiarygodne wyniki, mówią, że im się „udało” albo „poszczęściło”. Że tak mają i to nic wielkiego. Znam osoby, które bardzo zasługują na wszelkie pochwały, ale nie lubią ich słuchać, bo przecież „nie robią nic takiego”.

Przykładowo, jedna z kobiet, z którą pracowałam – sumienna, pracowita, lojalna. Zawsze ma dobrze zorganizowaną pracę, zrobi swoje i jeszcze pomoże innym. Fantastyczna, ciepła, taka do rany przyłóż. Chwali ją mnóstwo osób. Nawet jej przełożeni i ich przełożeni. Co z tego, skoro sama się nie docenia, gdy ma wątpliwości czy na pewno daje z siebie wszystko.

Kolejna, którą znam – rozwija swój biznes, godząc pracę z urlopem macierzyńskim. W jej oczach cały czas robi za mało, cały czas chce oferować więcej. Kosztem siebie, kosztem rodziny, kosztem swojego czasu na odpoczynek.

Ale żeby nie było, że jestem seksistką, takich facetów też znam. Jednemu z nich się rozpadła rodzina, bo zaczął traktować pracę jako priorytet i zbyt serio. Cały czas za mało, cały czas więcej, więcej, więcej i to coraz dłużej.

Nasz wewnętrzny Smerf Maruda

I wiecie co? Ja to rozumiem, bo też mam z tyłu głowy głos takiego wewnętrznego krytyka, który mi szepcze, że robię coś źle albo że robię za mało, albo że na coś nie zasługuję, albo że robię niewystarczająco dużo.

Miałam z nim ogromny problem, natomiast wypracowałam sobie kilka rzeczy, które pomagają mi się z nim uporać.

  1. Pierwszym krokiem jest wyobrażenie sobie mojego wewnętrznego krytyka jako Smerfa Marudę siedzącego mi na ramieniu albo Gumisia Grafiego, albo inną krytyczną postać z bajki z dzieciństwa. To już sporo mi pomaga, bo Smerf siedzący na ramieniu jest dość zabawną wizją i po prostu nie można traktować tego poważnie.
  2. Z innej strony, możesz się zastanowić, kogo Ci ten krytyk Ci przypomina?
    • Jaki jest jego ton?
    • Jakich słów używa?
    • W jakich sytuacjach się włącza?
      Jeżeli przypomina Ci to coś z przeszłości, zastanów się, kogo Twój krytyk może uosabiać. Możliwe, że jego pierwowzorem jest ktoś, kto Cię wystarczająco nie wspierał lub wręcz podcinał Ci skrzydła, albo był wobec Ciebie krytyczny. Jeśli to odkryjesz, to już jest duży krok, bo możesz się zastanowić, w jaki sposób to rozpracować. Jedną z opcji jest na przykład praca z psychoterapeutą.
  3. Kolejnym krokiem jest zastanowienie się albo samodzielne, albo z pomocą osoby, która zadaje pytania, co konkretnie jest przyczyną wyjścia krytyka z ukrycia. Tak, wysłuchuję tego mojego Smerfa Marudy i przesiewam to przez sito.
    • Czy chodzi o to, że biorę się za coś w czym nie czuję się pewnie?
      Czy mam gorszy czas i nawarstwiły się jakieś nieprzyjemne wydarzenia?
    • Może próbuję zrobić coś, ale tylko kręcę się w kółko i przestaje wierzyć, że dam radę?
    • Może coś uderzyło w mój czuły punkt albo po prostu jestem zmęczona i potrzebuję odpocząć?
      Każdy z nas ma spadki formy i motywacji, to całkiem normalne. Jeśli to nic poważnego i przedłużającego się, a krytyk marudzi dla samego marudzenia, to czasem można takie spadki formy przeczekać, więcej odpoczywać i czekać, aż samo minie.
  4. W pozostałych przypadkach, warto zastanowić się, co ten krytyk nam chce przekazać. Czasem mówi do nas przydatne rzeczy, tylko w niemiły sposób. Wiem, że być może ciężko to zrozumieć, ale wbrew pozorom, krytyk wewnętrzny chce nas chronić. To taka mocno nadopiekuńcza postać, która chętniej nas zamknie w klatce, niż pozwoli narazić się na ryzyko, spowodowane działaniem. Po prostu krytyk chce nas uchronić przed przykrością ewentualnej porażki.
  5. Ostatnim, a tak naprawdę pierwszym i najważniejszym krokiem radzenia sobie z wewnętrznym krytykiem, jest ciągła praca nad sobą i wzmacnianiem siebie. To jest dokładnie to, co Ci pokazałam wcześniej: dobrze działa na przykład wymienienie sobie swoich pozytywów albo osiągnięć. A jeszcze lepiej: zapisywanie ich, kolekcjonowanie i celebrowanie w słabszych momentach.

Gdzie jeszcze widać naszego krytyka?

Teraz dodam, że jeśli w którymkolwiek momencie mojego wywodu na temat własnych osiągnięć w projekcie Od zera do Trenera poczułaś lub poczułeś zażenowanie albo powątpiewanie, że to są sukcesy, albo wręcz chęć uświadomienia mi, że sorry, ale to nic nie znaczy, bo… coś tam. To również jest oznaka, że Twój krytyk ma się świetnie. To właśnie ten Smerf Maruda, który siedzi ci na ramieniu i szepcze do ucha:

„Zobacz, cieszy się jakby miała z czego. Jakie to jest żenujące. Co to są za sukcesy? Strasznie zarozumiała. Ty nie jesteś taki, Ty nie jesteś taka!”

A czemu nie?

W końcu kto nas doceni, jak nie my sami?

Zatem powtórzę jeszcze raz kroki, które pomagają mi uporać się z moim wewnętrznym krytykiem:

  1. Przede wszystkim, nieustannie wzmacniam siebie. Doceniam swoje osiągnięcia, każdy krok do przodu i każdy postęp, który wychodzi na plus w ogólnym rozrachunku. Doceniam nawet takie rzeczy, które na pierwszy rzut oka mogą się wydawać bzdurami.
  2. Samego krytyka wyobrażam sobie jako postać, która mi do niego pasuje i nie jest zbyt poważna. Na przykład jakiegoś marudę lub pesymistę z bajki dla dzieci. Dzięki temu traci on na sile.
  3. Myślę czy krytyk wewnętrzny brzmi jak jakaś osoba, która mnie krytykowała lub podcinała mi skrzydła. Jeśli tak – decyduję, co dalej z tym zrobić i czy uporam się z tym sama, czy warto z kimś się w tej sprawie skonsultować.
  4. Następnie zastanawiam się sama lub z czyjąś pomocą, co mój krytyk chce mi przekazać i przed czym ochronić. Zdaję sobie sprawę, że on zwykle nie ma złych intencji, tylko stosuje nieprzyjemne środki. Tak jakby chciał mnie przypiąć do kaloryfera, żeby mi się nie stała krzywda po wyjściu na zewnątrz.

Mam nadzieję, że te cztery wskazówki pomogą Ci to w uporaniu się ze swoim wewnętrznym krytykiem i lepszym docenieniu siebie. Jako dodatkową zachętę dodam, że w momencie, gdy doceniasz własne sukcesy i pozytywy, łatwiej przychodzi doceniać sukcesy innych, bo porównywanie się z innymi nie jest już tak silne. W końcu co Ci po cudzych sukcesach, skoro masz własne, samodzielnie osiągnięte i zgodne z Twoimi priorytetami?

I takich sukcesów Ci życzę z całego serca.

Tak w dużym skrócie to tyle na dziś. Zanim jednak mnie wyłączysz, chcę Ci zająć jeszcze chwilę, bo mam dla Ciebie coś ciekawego. Do tego odcinka podcastu jest dołączona uzupełnianka, która nawiązuje tematyką do tego, o czym mówiłam. Podobne zagadki i rebusy są również dostępne dla innych odcinków. Nazwałam je Zagadkami o biznesie do kolorowania, bo są w formie kolorowanki. Możesz z nich skorzystać do odstresowania się lub pomalować razem z dzieckiem, a dostępne są po zapisie na mój newsletter.

Bo jeśli jeszcze tego nie wiesz, to jednym z celów projektu Od zera do Trenera, którego część stanowi ten podcast, jest tworzenie materiałów szkoleniowych dla rodziców, opiekujących się dziećmi. Chcę połączyć szkolenia biznesowe i rozwojowe z kolorowankami i wierszykami dla dzieci. Jeśli masz ochotę zobaczyć, jak to wygląda, próbki w formie wcześniej wymienionych Zagadek są dostępne przy zapisie na mój newsletter. Oprócz tego, za jego pośrednictwem udostępniam próbki mojego produktu, który wyjdzie w ciągu najbliższych kilku tygodni. Jeśli nie chcesz, żeby to wydarzenie Cię ominęło, zapisz się na listę.

Przy okazji, mam do Ciebie prośbę: jeśli masz swoje sposoby na naukę z dzieckiem lub napotykasz jakieś problemy z tym związane – daj mi znać. Dzięki temu, w perspektywie stworzę materiały dostosowane do Twoich potrzeb. Możesz do mnie napisać w komentarzu na stronie odzeradotrenera.pl lub jeśli nie chcesz się publicznie odsłaniać, daj mi znać na maila na kontakt@odzeradotrenera.pl.

OK, to chyba tyle na dzisiaj. Wydaje mi się, że powiedziałam, co chciałam, więc jeżeli to było dla Ciebie pomocne, zapraszam Cię na stronę odzeradotrenera.pl/odcinek010, gdzie znajdziesz wygodną formę do czytania oraz odnośniki do moich artykułów, z których możesz dowiedzieć się ciekawych informacji o nauczaniu dorosłych, o docenianiu siebie, o moich doświadczeniach trenerskich i przede wszystkim, co zawsze podkreślam: o ważnej roli miśków mojego syna w procesie przygotowywania się do szkoleń.

Oczywiście, jeżeli masz taką ochotę, zasubskrybuj ten kanał, żeby dowiedzieć się o kolejnych odcinkach, będę Ci za to bardzo wdzięczna.

Ten podcast specjalnie dla Ciebie prowadziłam ja, znaczy się Joanna Pietrzak, dziękuję Ci bardzo za wysłuchanie go i do następnego! Pa!

Jeśli spodobała Ci się treść, podaj dalej:

Zostaw Komentarz