fbpx

Odcinek 30: Chcę, a nie muszę – o motywacji i kontynuacji

with Brak komentarzy

Czasem trzeba zrobić krok tył, żeby iść dalej. Dokładnie tak wyglądały moje ostatnie trzy miesiące. Potrzebowałam odsunąć się, żeby spojrzeć z innej perspektywy, nabrać dystansu i zatęsknić.

Gdy czegoś bardzo się chce, łatwo o przekroczenie granicy, w której traci się przyjemność, a zostaje tylko chęć dążenia do celu. Bez przyjemności łatwo jest o wypalenie., a wtedy może pojawić się chęć rezygnacji.

Uwzględnienie możliwości wyboru dało mi zaskakujące wnioski. Dopuszczenie myśli o rezygnacji, paradoksalnie było dla mnie motywujące. Mogę zrezygnować, kiedy chcę. Ale na pewno nie chcę tego teraz.

Jeśli zatem chcesz posłuchać:

  • Czemu tak długo mnie nie było?
  • Czym zajmowałam się w tym czasie?
  • Co będzie dalej i dokąd zmierzam?
  • Dlaczego to wybór sprawił, że chcę kontynuować projekt?
  • Co ma z tym wspólnego oglądanie bajek Disneya?

Posłuchaj tego odcinka!


Pokoloruj swoją własną pozytywną sesję wzmacniającą z Pozytywnym podsumowaniem 2022! Możesz je sprawdzić na tej stronie.

A jeśli poszukujesz inspiracji na pozytywną praktykę upamiętniającą miłe dla Ciebie wydarzenia, zachęcam Cię do posłuchania poprzedniego odcinka.


Halo, dzień dobry! Nazywam się Joanna Pietrzak i moją supermocą jest łączenie samodzielnego macierzyństwa z pracą jako trenerka biznesu.

Witam Cię w trzydziestym odcinku podcastu Mama jako trener biznesu! Znajdziesz tu informacje, w jaki sposób można pogodzić dwa tak wymagające zajęcia (a przynajmniej jak ja to robię). Pokażę Ci również, jak wiedza trenerska przydaje mi się w macierzyństwie i dlaczego to macierzyństwo mnie rozwija jako trenera.

Na wstępie powiem, że miło mi się z Tobą słyszeć po tej dość długiej przerwie, którą sobie zorganizowałam. Nie było mnie tutaj trzy miesiące. To znaczy: nie nagrywałam trzy miesiące, nie pisałam też dodatkowych treści. Ograniczałam swoją obecność i w mediach społecznościowych, i na Od zera do Trenera. Zamiast tego koncentrowałam się na innych projektach, które nie są aż tak angażujące czasowo i energetycznie.

Było to dla mnie istotne i potrzebne, bo w ostatnim kwartale 2022 roku przeszłam mały kryzys. Wynikało to z różnych rzeczy, ale nie zmienia to faktu, że potrzebowałam się temu porządnie przyjrzeć.

Jest mi trochę źle z tym, że nie dałam znać o mojej nieobecności i o tym, że nie będzie mnie przez najbliższy czas, ale po pierwsze: miałam blokadę twórczą i nie potrafiłam wręcz odezwać się i cokolwiek powiedzieć czy napisać. Miałam z tym ogromny kłopot. Druga rzecz jest taka, że dopadły mnie znużenie i prokrastynacja. Straciłam kawał zaangażowania i nie wiedziałam, co będzie dalej, więc nie chciałam rzucać obietnic odnośnie tego, co będzie i kiedy wrócę, bo zwyczajnie na tamtym etapie jeszcze tego nie wiedziałam.

Jedną z przyczyn mojego gorszego samopoczucia były kolejne zmiany dotyczące regulaminów, e-learningu i ogólnie e-commerce, które warto było wdrożyć, zanim będę dalej kontynuować działania.

Efekty przeciążenia

Doszłam do momentu, w którym przytłaczało mnie zmęczenie. Z jednej strony fizyczne, z drugiej strony psychiczne. Czułam się przeciążona. Miałam kłopoty ze snem. Głównie ze względu na to, że bardzo dużą część tego projektu czy moich projektów dodatkowych realizuję w nocy, co wcale nie jest dobre. I na dłuższą metę, mimo że jestem swoistym cyborgiem, nie jest to dla mnie korzystne.

Jestem mamą przedszkolaka, pracuję na etacie, mam odpowiedzialną pracę, którą też traktuję dość poważnie. Z tego wszystkiego wynika, że mam niewiele czasu dla siebie i swoje przyjemności. Biorąc pod uwagę, że niczyja doba nie jest z gumy, zdajesz sobie zapewne sprawę, że moje dwadzieścia cztery godziny są bardzo wypełnione. I, jeśli chce jeszcze coś dodatkowo upchnąć, to jest to kosztem czegoś innego. A jeśli to jest kolejne wymuszone siedzenie nad dokumentami i „papierologią” zamiast dzielenia się wiedzą, to mi się odechciewa.

Zajmując się tak wieloma rzeczami, angażując w to swoją siłę, swoją energię, miałam poczucie, że coś tracę, że coś mi umyka i że tego jest za dużo. Nie odpowiadało mi to. Odkładałam też wdrożenie zmian, bo po ludzku mi się nie chciało tego robić. Było mi niedobrze na samą myśl grzebania się w papierach.

Jeśli jesteś ze mną już od jakiegoś czasu, to zapewne wiesz, że pracuję nad tym, żeby być bardziej uważną na to, co się ze mną dzieje. Wadą tego jest faktyczne wyostrzenie mojej uwagi. Wyraźniej odczuwam zmęczenie, łatwiej też dostrzegam jego symptomy. To taka pozorna wada, bo w innym przypadku, jeśli bym tego nie zauważyła lub zignorowała, to dostałabym zapewne migreny albo wydarzyłoby się coś innego.

Zmiany, przełomy, inspiracje i samonakręcająca się spirala

Z drugiej strony, byłam trochę zainspirowana zmianami, które działy się dookoła. Doświadczyłam pewnych przełomów, przede wszystkim w na gruncie zawodowym. Trochę tym wszystkim poczułam się przytłoczona. Zaczęłam się zastanawiać, do czego tak naprawdę dążę. Choć wiedziałam i nadal wiem, jaki jest mój cel i co dokładnie chce osiągnąć, to nie do końca zdawałam sobie sprawę, co chcę robić. Na co mam ochotę? W jaki sposób chce do tego celu iść? To miałam chyba niedoprecyzowane i nad tym potrzebowałam się zastanowić. Zresztą, nadal nad tym się zastanawiam.

Dodatkowo przez ostatnie miesiące nagromadziło się kilka rzeczy, z którymi też potrzebowałam sobie poradzić. Zatem wykonałam krok w tył. Nawet powiedziałam mojemu zespołowi w pracy, że robię krok do tyłu i zaczynam podziwiać widoki. Dokładnie to mi było potrzebne: stanąć na trasie, którą pokonywałam do tej pory z uporem maniaka i rozejrzeć się dookoła. Zejść ze szlaku na szczyt, pogrzać się trochę w słońcu i pozbierać jagody. Na co do tej pory nie dawałam sobie czasu.

Dla zachowania motywacji konieczna jest odmiana

W tym czasie, gdy mnie tutaj nie było, angażowałam się w zupełnie inne aktywności. Zajęłam się moimi pasjami, na które do tej pory nie miałam czasu. Tak jak mówiłam, moja doba jest dość mocno wypełniona różnymi angażującymi czynnościami i zajęciami. Jeśli chciałam osiągać konkretne efekty, potrzebowałam być w tym w pełni. To sprawiało, że nie mogłam poświęcić czasu na przykład na oglądanie serialu. To jest zwyczajnie ludzka rzecz. Przyjemność, przy której ludzie spędzają czas, a ja miałam taką możliwość dopiero późno w nocy kosztem snu.

Stąd mało snu, co powodowało zmęczenie i spirala się nakręcała. Nie było to dla mnie przyjemne, nadal czuję efekty. W związku z tym zaczęłam dbać w końcu o to, na co nie miałam czasu. Zaczęłam poświęcać temu swoją energię, zaangażowanie. Chciałam poczuć radość, przyjemność i satysfakcję z czynności, które wykonuję. Zaczęłam dzięki temu dbać o kilka innych ważnych dla mnie rzeczy, które mnie rozwijają, są dla mnie twórcze i satysfakcjonujące.

W międzyczasie obserwowałam siebie, swoje emocje i zweryfikowałam to, czego dokonałam i dokąd tak naprawdę chcę iść. Wydaje mi się teraz, że potrzebowałam odsiać to, co niepotrzebne i mocno skoncentrować się na tym, co poprowadzi mnie dalej. To, co robiłam do tej pory, w pewnym momencie wydawało mi się nieprzyjemnym kołowrotkiem, w który sama się zapędziłam. Gdzie miałam poczucie, że muszę coś robić, a ja nie lubię musieć coś robić. Ja chcę robić coś, co sprawia mi przyjemność. I to był właśnie ten kłopot, że sama siebie zapędziłam do kieratu, który przestał mnie satysfakcjonować.

Zmęczenie jest oznaką, że jesteśmy ludźmi

Ostatnio oglądałam z synem filmy animowane. Akurat jednym z nich była Vaiana. Jeżeli nie kojarzysz, to w dużym skrócie jest to historia dziewczyny, która ma uratować świat, jak w większości filmów animowanych. I Vaiana pod koniec swojej przygody miała chwilę zwątpienia, a już niewiele brakło do końca. Tylko ostatni wysiłek i jej cel zostanie osiągnięty, ale mimo to ona zwątpiła. Była zmęczona, była rozczarowana, doznała porażki. I zwątpiła. Zwątpiła w siebie, zwątpiła w cel i chciała… Poddać się to może duże słowo, ale chciała zrezygnować z tego celu, który sobie obrała.

Ja miałam podobnie. Mnie też dopadło zwątpienie, zmęczenie, może nawet pewne rozczarowanie. Głównie tym, że nie mam tyle możliwości, ile sobie zakładałam wcześniej. I odczuwałam przez to naprawdę bardzo szerokie spektrum emocji. Dlatego wydaje mi się teraz, że potrzebowałam tej przestrzeni. Potrzebowałam przerwy, żeby się zastanowić, potrzebowałam zatrzymać się, odczuć, poczuć i pokierować tym. Tak jak ja bym chciała, a nie tak jak uważam, że powinno być albo uważam, że muszę to zrobić. Potrzebowałam zastanowić się, na co mam realne zasoby. I przyznać się przed sobą do kilku rzeczy, które niekoniecznie były miłe, bo czasami szczerość ze sobą nie jest najprzyjemniejsza. Kiedy okazuje się, że nie jest się jednak taką superbohaterką, jak wcześniej się sobie wydawało.

Grunt to przyjemność

I te wszystkie emocje, te wszystkie doświadczenia są naturalne. Czasami życie weryfikuje nasze plany. Czasami trzeba zmienić trasę, którą się do tej pory szło albo całkowicie przeformułować swoje cele, które do tej pory wydawały się ważne. I ja dałam sobie na to czas. Nadal sobie daje na to czas. Zakładam też, że nie chcę wrócić do tego, żeby się przeciążać i wyciągnęłam z tej przerwy bardzo dużo. Wiem na pewno więcej niż wiedziałam. Na pewno zostawiłam sobie kawał przestrzeni na myślenie, układanie priorytetów, układanie strategii i zastanawianie się, jak pewne procesy ułatwić czy ulepszyć. Szczególnie te, które nie sprawiały mi autentycznej przyjemności.

Bo kiedy się tworzy jakiś projekt samodzielnie, jest bardzo dużo rzeczy, które sprawiają przyjemność, ale również sporo czynności, której tej przyjemności i satysfakcji nie sprawiają. I jeżeli tych czynności, które nie sprawiają satysfakcji, jest więcej, to potrafią zatruć każdą przyjemność z prowadzenia projektu. Potrzebowałam się nad tym zastanowić, jak przeorganizować to, co nie sprawia mi frajdy, żebym miała więcej czasu i więcej przestrzeni na to, co faktycznie lubię robić. Teraz wydaje mi się, że wiem, jak tego dokonać.

To wszystko, o czym Ci opowiadam teraz sprawiło, że na przestrzeni tych ostatnich kilku miesięcy zupełnie inaczej spojrzałam na moje priorytety. I inaczej je zorganizowałam. To były poważne, strategiczne decyzje podjęte w porozumieniu ze sobą.

To wybór daje motywację

Natomiast znalezienie tych rozwiązań wymagało czasu. Czyli zamiast pisania postów lub nagrywania podcastu, szukałam różnych opcji i testowałam, co mogłoby mi pomóc. Natomiast to, co wiem na pewno, to że nadal chce tworzyć ten projekt. Bardzo chcę tworzyć ten projekt. Uwielbiam ten projekt. Lubię się dzielić z Tobą tym, co mówię o dobrostanie, o higienie psychicznej, o macierzyństwie, o organizacji, planowaniu i wszystkich moich doświadczeniach. Uważam, że to może być pomocne dla innych.

W uświadomieniu sobie tego, że nadal chcę to kontynuować, pomogło mi danie sobie wyboru. Znowu nawiążę do filmu, o którym wspominałam przed chwilą. Babcia Vaiany też dała jej wybór. Pod koniec filmu jest taki moment, kiedy Vaiana chce się poddać. Już nie ma siły, nie ma energii. Ma po prostu kompletnie dość tej przygody, w której bierze udział. Wtedy pojawia się jej babcia i mówi, że może faktycznie to było dla niej za dużo? I że jeśli chce, to wrócą do domu i to jest w porządku.

Na każdym etapie można zrezygnować. To tylko podjęcie decyzji o zmianie trasy wycieczki, a nie koniec świata. I właśnie uświadomienie sobie, że mam wybór, sprawiło, że nie chcę rezygnować. Chcę dalej prowadzić ten projekt, chcę tworzyć treści, tylko sposób organizacji się dla mnie nie sprawdził. A plusem mojego odpoczynku było to, że zatęskniłam.

Dobrze jest wrócić

Zatęskniłam za pisaniem i nagrywaniem. Ale teraz będę robić to inaczej. Nawet ten odcinek nagrywam dla Ciebie inaczej niż do tej pory. Zajmuje to więcej czasu niż nagranie poprzednich odcinków, bo testuję różne rozwiązania. Dzięki temu mam nadzieję, że tworzenie treści przyjdzie mi z większą lekkością. Natomiast naprawdę za tym zatęskniłam i sprawia mi ogromną frajdę, że mogę do Ciebie mówić. Że wracam.

Dlatego nie obiecuje ci, że będę publikować pięć razy w tygodniu. Na pewno to, co wiem, to że chcę utrzymać pozytywne czwartki na FacebookuInstagramie. Pomagają mi one docenić mniejsze i większe pozytywy, jak na przykład te wynikające z tej dłuższej przerwy, którą sobie zorganizowałam. Będę chciała też informować tam o nowych odcinkach i artykułach, które nadal piszę i powstało ich w międzyczasie przynajmniej kilka. Ale powoli i bez zbędnej spiny.

Dobrze jest wrócić.

Kontakt

To tyle na dziś, jeżeli to, o czym mówiłam, było dla Ciebie pomocne lub spodobało Ci się, zasubskrybuj ten kanał. Podcast jest dostępny na YouTubie oraz w większości popularnych aplikacji podcastowych. Jeśli wolisz wersję do czytania, wejdź na odzeradotrenera.pl/odcinek030. A informacje o nowościach i cykl #pozytywnyczwartek znajdziesz na moim Facebooku Od zera do Trenera i Instagramie @mamajakotrenerbiznesu.

Ten podcast specjalnie dla Ciebie prowadziłam ja, znaczy się Joanna Pietrzak, dziękuję Ci bardzo za wysłuchanie go, cudownego dnia Ci życzę i do następnego! Pa!


Treści dostępne na blogu i w podcaście są prezentacją opinii, poglądów, wiedzy oraz doświadczenia autorki, ale nie stanowią formy indywidualnego poradnictwa. Przed podjęciem decyzji w istotnej dla siebie sprawie, zawsze zasięgaj indywidualnej porady specjalisty.


Zapis na newsletter może być pożyteczny, bo jednym z celów projektu Od zera do Trenera, którego część stanowi ten podcast, jest stworzenie materiałów szkoleniowych dla rodziców opiekujących się dziećmi lub osób, które mają po prostu mało czasu. Łączę szkolenia rozwojowe z kolorowankami i wierszykami. Dodatkowo, za pośrednictwem newslettera udostępniam próbki moich produktów i dodatkowe informacje zza kulis. Jeśli nie chcesz, żeby to Cię ominęło, zapisz się na listę.

Media Społecznościowe

Facebook: http://bit.ly/3mDaWlo

Instagram: https://bit.ly/3p8gXrV

YouTube: https://bit.ly/35kjqLp


Tego podcastu możesz posłuchać:

Empik Go: https://bit.ly/MTBempikgo

Spotify: https://bit.ly/MTBspotify

Spreaker: https://bit.ly/MTBspreaker

Stitcher: https://bit.ly/MTBstitcher

Youtube: https://bit.ly/MTByoutube

Podcast Addict: https://bit.ly/MTBpodcastaddict


Jeśli spodobała Ci się treść, podaj dalej:

Zostaw Komentarz