Dziecięce sposoby na naukę jako źródło ciągłej inspiracji

with Brak komentarzy

Dzisiaj jest Dzień Dziecka, który od dwóch lat jest dla mnie jednym z najważniejszych dni w roku. Dlatego ten artykuł, chciałabym w dużej mierze poświęcić właśnie dzieciom i ich sposobie na naukę, z którego my – dorośli – możemy i powinniśmy czerpać jak najwięcej. Jest to przy okazji hołd matki wobec własnego dziecka oraz obietnica składana samej sobie, żeby tego sposobu na naukę nie zepsuć.

Od razu zaznaczam – z pedagogiką jako dziedziną nauki nie mam wiele wspólnego, nie mam też żadnego doświadczenia w nauczaniu dzieci, więc skoro się nie znam, to się wypowiem. A tak poważnie: muszę Ci się przyznać, że bardzo się cieszę z tego braku wiedzy, ponieważ pozwala mi to na niczym niezaburzoną obserwację procesów poznawczych mojego syna. Dzięki temu, nie nadaję nazw jego zachowaniom, nie przyporządkowuję ich do odgórnie ustalonych schematów i nie szufladkuję. A przynajmniej staram się tego nie robić.

Przyznaję się zatem wszem i wobec – fascynuje mnie dziecięcy upór w zdobywaniu wiedzy i umiejętności. Zadziwia mnie ten ogrom ciekawości, która często testuje moją dorosłą cierpliwość. Zazdroszczę tak silnej wewnętrznej motywacji do zdobywania wiedzy, o którą dorośli muszą walczyć na każdym kroku. I jednocześnie przeraża mnie, jak wiele z tych zachowań straciłam w procesie dorastania. Zresztą, nie tylko ja.

Dlatego, chciałabym Ci wskazać kilka rzeczy, które powinniśmy przejąć od dzieci, bo z nimi proces uczenia byłby zdecydowanie bardziej przyjazny w odbiorze.

Brak obawy przed porażką

Strach przed porażką jest jedną z najczęstszych przyczyn braku rozwoju u osób dorosłych. Zastanawiam się, w którym momencie straciliśmy podejście, że mimo piętnastu porażek, i tak spróbujemy jeszcze raz. Nie zliczę, ile razy moje dziecko upadło podczas nauki chodzenia, a i tak podnosiło się na nowo. Bach. I znowu. Bach. I znowu. Z drugiej strony, nie zliczę, ile razy ja się poddałam, zanim jeszcze podjęłam wyzwanie, bo pokonały mnie moje przekonania.

 

Wszystko jest interesujące

Czy wiecie, jak bardzo fascynująca jest woda, lejąca się do wanny? A zauważyliście, że białe bańki mydlane pękają szybciej niż te kolorowe? Zwróciliście uwagę, że jeśli zasłoni się jedną nóżkę X, to powstanie Y? No i ostatnie odkrycie – karteczki elektrostatyczne świetnie przyklejają się do czoła! Czasem mam wrażenie, że świat dorosłych jest strasznie oczywisty i przewidywalny, w porównaniu z tym dziecięcym.

 

Otwarte podejmowanie dyskusji

Dla dwulatka nie ma świętości, autorytetów, konwenansów. W życiu nie prowadziłam tak zaawansowanych dyplomatycznych dysput, jak prowadzę z moim dzieckiem w zakresie założenia skarpetek w misie, ponieważ te w żaby są w praniu. A kursantom i uczestnikom szkoleń z zakresu asertywności, powinno się pokazywać to stanowcze i dobitne „NIE” w reakcji na propozycje nie do zaakceptowania, takie jak zjedzenie marchewki czy założenie piżamy. I powiedzcie mi – czy to nie ironia losu, że tego „NIE” musimy się na nowo uczyć w dorosłym życiu? I to za grube pieniądze.

 

Cykliczne powtarzanie nowo zdobytej wiedzy

Dziecku nie trzeba tłumaczyć, że wiedzę należy powtarzać, a umiejętności ćwiczyć. Kto czytał tę samą książeczkę milion razy, albo po raz setny śpiewał tę samą piosenkę, ten wie, o czym mówię. Z wdrożeniem i testowaniem nowej wiedzy w praktyce też się dzieciaki nie ociągają. Wiąże się to również ze wspomnianym przeze mnie brakiem obawy przed porażką. Po prostu testowanie leży w dziecięcej naturze.

 

Nieszablonowe rozwiązania

Dzieci nie znają jeszcze szablonów, do których im przyjdzie się stosować całe życie, więc ich pomysły bywają nietuzinkowe i bardzo kreatywne. Czasem aż za bardzo, jak na nasze dorosłe standardy.

Na szczęście, w tym obszarze, widzę coraz większą aktywność dorosłych, którzy coraz chętniej i bardziej otwarcie mówią o swoich niestandardowych pomysłach. Szczególnie, można to zauważyć w Internecie, gdzie swoboda przekazu jest ogromna. Z drugiej strony, widać jeszcze zdystansowane podejście ogółu wobec nowych rozwiązań, które nie trzymają się ściśle przyjętych ram i ograniczeń. A szkoda, bo to właśnie wychodzenie poza szablony jest dźwignią postępu.

 

Wszystkiego najlepszego dla wszystkich dzieciaków z okazji ich święta. Niech będą dla Was ciągłą inspiracją 🙂

 

Jeśli spodobała Ci się treść, podaj dalej:

Zostaw Komentarz